Zimnowoda

Zimnowoda

Sześć kilometrów na południowy wschód od Borku Wielkopolskiego. Od połowy XVIII w. do połowy XIX w. własność Rychłowskich. Następnie właścicielami byli Kwileccy, od 1872 r. Mycielscy, od 1932 roku Grocholscy.
 

Pałac wzniesiono ok. 1864 roku według projektu Stanisława Hebanowskiego, w stylu neorenesansu francuskiego.

Przy pałacu znajduje się park o powierzchni 13.62 hektara z pierwszej połowy XIX wieku. W parku znajdują się dwa duże stawy. Park podzielony jest na część o założeniu regularnym i krajobrazowym.

ZIMNOWODA

ZIMNOWODA [w]: Dawne Budownictwo Folwarczne „Majątki Wielkopolskie”

Tom I – Powiat Gostyński
Red. Naukowa serii doc. dr hab. Jan Skuratowicz
Wyd. Muzeum Narodowe Rolnictwa i Przemysłu Rolno – Spożywczego w Szreniawie, strona 179.

Wieś pojawiająca się w źródłach od 1390 roku. W końcu XIV w. i w XV w. stanowiła własność Zimnowodzkich, od XVI w. Głosińskich. W 1618 roku jako właściciel wymieniany Mikołaj Marszewski. Ok. poł. XVIII w., miejscowość znalazła się w rękach rodziny Rychłowskich, w posiadaniu której pozostała jeszcze w 1841 r. W roku 1872 Z. Nabył Mieczysław Kwilecki, w 1872 r. stanowiła już własność Teodora Mycielskiego, a od 1875 r. wdowy po nim Ludwiki Mycielskiej z Bispingów. W latach 1879 – 1919 właścicielem majątku pozostawał Alfred Mycielski z Siedmiorogowa, a od 1919 r. Maria Mycielska z domu Łącka. W 1932 r. dobra w posiadaniu Henryka Grocholskiego.

Około 1865 r. we wsi znajdowało się 12 domów, w tym 2 murowane, a w latach 90 – tych XIXw. 18 domów i 326 mieszkańców. W 1881 r. powierzchnia dóbr wynosiła 862 ha, w tym 688 ha pól, 40.6 ha łąk, 64.5 ha pastwisk i 42.7 ha lasów. W 1913 r. na terenie gospodarstwa Z. Wraz z folwarkiem Głoginin prowadzona byłą hodowla 70 koni, 325 krów, 1485 świń i 175 owiec.

W 1926 r. gospodarstwo specjalizowało się w hodowli bydła szlachetnego półkrwi oraz w reprodukcji nasion zbóż i buraków cukrowych. Działała tu także fabryka płatków ziemniaczanych oraz młyn parowy.

Założenie pałacowe usytuowane zostało w pn. – zach. Krańcu wsi, przy drodze z Borku do Koźmina. Składa się z części rezydencjonalnej i folwarcznej.

ZESPÓŁ REZYDENCJONALNY złożony z pałacu i parku zajmuje pd. – zach. Część założenia. Usytuowany został wzdłuż osi pn. – zach. – pd. – wsch. przechodzącej przez całe założeni.

PAŁAC wzniesiony po 1864 roku dla ówczesnego właściciela dóbr, Teodora Mycielskiego przez architekta Stanisława Hebanowskiego. Bryła budynku nawiązuje do dzieł głównego twórcy architektury francuskiej XVII w.- Henri Mansarta. Murowany, piętrowy, na odcinkowo sklepionych piwnicach, z fasadą zwróconą na pd. – wsch. Układ wnętrza 2 – oraz 2.5 – traktowy. Na osi dwukondygnacyjny, bogato dekorowany, reprezentacyjny hall i sień. Na parterze skupione zostały pomieszczenia reprezentacyjne z okazałą jadalnią od pd. Oraz pomieszczenia mieszkalne w części pn. We wsch. partii pałacu, od strony gospodarstwa usytuowany został gabinet pana domu. Elewacje pałacu tynkowane, boniowane, bogato zdobione dekoracją architektoniczną i rzeźbiarską.

PARK krajobrazowy – regularny, o powierzchni 13.26 ha., pochodzący z 1 poł. XIX w., przekształcony częściowo około 1864 r. i po 1890 r. Położony w dolinie rzeki Pogony. Część pd. – wsch. parku regularna, z czterorzędową aleją kasztanowców i lip, dochodząca do gazonu przed frontem pałacu. Równolegle do niej, bliżej rezydencji biegną dwa szpalery grabowe. Część pn. – zach. Parku o charakterze krajobrazowym, z dwoma dużymi stawami. Na grobli miedzy stawami, na osi głównej założenia znajduje się aleja wiązowa prowadząca do głównej bramy wjazdowej. Trzeci staw usytuowany na pd. Od pałacu.

ZESPÓŁ FOLWARCZNY usytuowany w pn. – wsch. części założenia pomiędzy parkiem, a drogą, złożony z podwórza gospodarczego i kolonii domów pracowników folwarcznych. Dziedziniec folwarczny duży, o nieregularnym zarysie; dzięki usytuowanemu pośrodku budynkowi podzielony na dwa wnętrza. Na teren podwórza prowadzą dwa wjazdy – od strony pn. – zach. I od pn. – wsch. , z głównej drogi. Zachowane częściowo stare ogrodzenie, murowane z cegły, tynkowane. W części pn. – zach. Dziedzińca usytuowane zostały następujące obiekty: w pierzei pn. spichlerz i stodoła z 1867 r., w zach. Przebudowany budynek mieszklany, dawna kuźnia, obecnie chlew z ok. 3 ćw. XIX w. oraz nowy budynek administracyjny, w pd. Niewielki budynek gospodarczy. W drugiej części podwórza wzdłuż pierzei pn. – wsch. wzniesione zostały dwa budynki mieszkalne z 4 ćw. XIX w., w pierzei wsch. chlew, a w pd. – wsch. obora i gorzelnia.

CHLEW z końca XIX w., murowany, jednokondygnacyjny z wyższym ryzalitem, nakryty dachem dwuspadkowym z dachówką. Wzniesiony na planie prostokąta, z wnętrzem podzielonym dwoma rzędami żeliwnych kolumn, z podłużnym układem stanowisk. Elewacje tynkowane, pośrodku frontowej (zach.) – 3 – osiowy ryzalit, urozmaicony ozdobnymi arkadowymi otworami i blendami.

SPICHLERZ z 1867 r. (data na elewacji), murowany z kamienia i cegły, dwukondygnacyjny z poddaszem. Więźba dachowa płatwiowo – kleszczowa, dach dwuspadowy kryty papą. Wzniesiony na planie prostokąta, z wnętrzem podzielonym dwoma rzędami słupów; powyżej strop belkowy nagi. Elewacje kamienne z ceglanym detalem architektonicznym (lizeny), gzymsy kordonowe i koronujący, obramienia okienne.

STODOŁA połączona od strony wsch. ze spichlerzem, wzniesiona ok. 1867 r., murowana z kamienia, z ceglanym detalem, jednokondygnacyjna, częściowo podpiwniczona, nakryta dachem dwuspadowym krytym papą. Wzniesiona na planie prostokąta, ze współczesną przybudówką od strony pd., 3 – klepiskowa, 4 – sąsiekowa.

GORZELNIA z 1883 r. (data na kominie), murowana, dwukondygnacyjna, podpiwniczona. Więźba dachowa płatwiowo – kleszczowa, dach dwuspadowy ryty papą. Wzniesiona na planie prostokąta, od wsch. kotłownia z kominem. Elewacje tynkowane, od frontu (zach.) – wyższy ryzalit. Ściany zrytmizowane lizenami, w partii poddasza odcinkowo zamkniętymi płycinami. Otwory okienne zakończone odcinkowo, szczyty elewacji bocznych wykończone fryzem schodkowym.

Wiśniowiec

Ściągnij Wiśniowiec w Dziejach rezydencji na dawnych kresach Rzeczpospolitej (Roman Aftanazy) (PDF) – UWAGA! Duży plik ~120MB.

Tereszki

Ściągnij Roman Aftanazy – Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej. Tereszki (PDF)

Ściągnij TERESZKI – opowieść przez siódmego w Swym Rodzie Ziemi Tej Dziedzica, Ludgarda z Grabowa a Domu Grocholskich Woronowickich, na Woronowicy i Tereszkach, Herbu Syrokomla z Chorągwiami Kmitów, ostatniego po mieczu, spisana w Krakowie w 1950 – 1953 r. (PDF)

“Kochany Zdzisławie, Rodu naszego Starosto miły,
Podjąć zamierasz trud niemały uwiecznienia swym pięknym pismem opowieści mojej o różnych Grocholscianach, osnutej dokoła tego, co mi z nich najbliższe, a co utrwalam, pracy mej za tytuł dając: “Tereszki”. …”

Otrzymano dzięki uprzejmości Jana Grocholskiego – syna Andrzeja.

Nad rzeką Ponorą, która stanowi dopływ Ikopoti, mamy Tereszki.

Jest to powiat Starokonstantynowski na Wołyniu. Księgi krzemienieckie wzmiankują o Tereszkach przed rokiem 1583. Należały do włości ostropolskiej wojewody kijowskiego Ostrogskiego. Na mocy tranzakcji kolbuszowskiej, ks. Janusz Sanguszko darował je Grocholskiemu, w ręku potomków którego są do lat ostatnich.

Franciszek Ksawery Grocholski miał dwie córki: Julie Poniatowską i Teklę Łaznińską, oraz dwóch synów: Antoniego i Jana Nepomucna. Antoni Grocholski z działów rodzinnych wziął Tereszki, oraz klucze Baczanicki, Ozdziutycki, Norzyński.

Objąwszy w posiadanie dobra tereszkowskie, Antoni Grocholski wprowadza w życie zamysły i marzenia młodości. Zajmuje się wsią tereszkowską, dba o jej wygląd wewnętrzny, o dobrobyt rolników, sadzenie drzew i sadów, rozwój pasiecznictwa, dobry stan dróg, mostów, wydaje „Ustawę dla Rolników”.

Słowem wprowadza w Tereszkach to, co jednocześnie wprowadził w Mińkowcach Ignacy Ścibor Marchocki Dux i Redux. Grocholski opracował „Ustawę”, Marchocki „Przymierze Dziedzica z Poddanymi”. Grocholski rozpoczął w 1805 r., Marchocki w 1791. Urządzenia Grocholskiego trwały do jego śmierci w 1808 roku.

Po Antonim Grocholskim był w Tereszkach swym jego Jan Nepomucen, potem syn tego Władysław, wreszcie Ludgard.

Za Antoniego Grocholskiego przybyły do Tereszek obrazy, nabyte przezeń w Livorno i Rzymie. Spis obrazów sporządzony w języku francuskim, obejmuje 519 płócien szkoły francuskiej, flamandzkiej, holenderskiej, włoskiej. Było 9 muz marmurowych i figura Apolla. Alabastry i inne dzieła sztuki. Archiwum tereszkowskie zawierało akty sięgające XVI wieku, lauda sejmikowe, lustracje starostw, opisania granic i taryf.

Dwór tereszkowski pochodził z drugiej [połowy XVIII wieku. Od frontu dobudowany został podjazd na sześciu wysokich filarach, zakończony peristilem.

Od ogrodu wyglądał do końca tak, jak przed stu pięćdziesięciu laty, z łamanym dachem, okapem, podcieniami.

Na lewym skrzydle dworu znajdowała się kaplica z drugiej połowy XVIII wieku. Miała malowania ścienne na płótnie, którem ściany wewnątrz były obciągnięte. Po skasowaniu unji na Wołyniu, kaplica przytulała księży unickich, którzy odprawiali nabożeństwa dla „uporstwujuszczich”.

Jeszcze był w Tereszkach lamus, taki skarbiec sklepiony z wnękami, z kamienną posadzką, ze stropem na jednym filarze opartym.

Częściowo zbiory tereszkowskie rozeszły się do innych posiadłości Grocholskich, pozostałych za rubieżą, częściowo zaś trwały do końca w Tereszkach.

Antoni Urbański „Podzwonne na zgliszczach Litwy i Rusi” Nakładem Autora Warszawa 1928


  Tereszki, leżące nad rzeczką Ponorą, dopływem górnej Słuczy, przy szlaku zwanym niegdyś „szpakowym” lub „kuczmańskim”, wchodziły początkowo w skład włości bazalijskiej, będącej częścią ordynacji ostrogskiej. W XVII w. zastawnymi posiadaczami tych dóbr byli Suchodolscy. W 1742 r. od Jana Ulińskieego, stolnikowicza podolskiego, prawo do trzymania Tereszek nabył Michał Grocholski h. Syrokomla ( ur. w 1704 r.), sędzia ziemski bracławski, żonaty z Anną Radzimińską h. Lubicz. W końcu, na mocy „transakcji kolbuszowskiej” w 1753 r., tenże Michał z Grabowa Grocholski otrzymał już bezsporne prawo własności zarówno Tereszek jak i drugiego majątku, Malinek. Pozostawały one w ręku jego potomków przeszło 150 lat.

Michał Grocholski pozostawił liczne potomstwo, w tym dwóch synów, którzy zapoczątkowali dwie linie: Marcina (1727 – 1807), ostatniego wojewodę bracławskiego, dziedzica na Hrycowie, Strzyżawce, Pietniczanach, Sudyłkowie i in., reprezentanta linii starszej, oraz Franciszka Ksawerego (1730 – 1792), podkomorzego królewskiego, posła na sejmy, pana na Tereszkach i Woronowicy, przedstawiciela linii młodszej. Franciszek Grocholski żonaty był z Heleną Justyną Bożeniec-Lesznicką (vel Leśnicką), starościanką żytomierską, która wniosła mu jeszcze klucze czerwoński, norzyński i inne. Mieli one dwóch synów: Antoniego, zmarłego w 1802 r. bezpotomnie i Jana Nepomucena (1767 – 1849), następnego właściciela Tereszek, Czerwonej i kilku innych kluczy, ożenionego po raz pierwszy z Izabellą Rejterowską, a po raz drugi z Michaliną Zejdlerówną, córką lekarza ze Starego Konstantynowa. Na podstawie działu rodzinnego Tereszki dostały się najmłodszemu z synów Jana Nepomucena, pochodzącemu z małżeństwa z Zejdlerówną, Władysławowi Grocholskiemu (ur. w 1841 r.), żonatemu z Kazimierą Sieraczyńską. Był on do 1917 r. ostatnim właścicielem tych dóbr.

W Tereszkach istniał pierwotnie stary obronny zameczek, do którego w czasach napadów nieprzyjacielskich zbiegała się okoliczna ludność. Z budowli tej do początków XX w. przetrwała tylko jedna baszta oraz długie podziemne korytarze z daleko idącymi rozgałęzieniami. Według miejscowych przekazów, zameczek ów spłonął już za czasów Michała Grocholskiego, sędziego ziemskiego bracławskiego. On też, na miejscu zasypanej dawnej fosy wschodniej, wzniósł nowy, bardzo piękny dwór staropolski, jeden z ciekawszych przykładów budownictwa połowy XVIII w. Planów tej budowli dostarczyć miał architekt nazwiskiem Lorentz.

W swej pierwotnej postaci dwór tereszkowski był budynkiem parterowym, założonym na rzucie szerokiego prostokąta, nakrytym wysokim, czterospadowym łamanym dachem gontowym, z czterema symetrycznie rozmieszczonymi otynkowanymi kominami. Od strony elewacji ogrodowej, która pozostała nie zmieniona do końca, występował bardzo wydatny pięcioboczny ryzalit, nakryty również wysokim, łamanym dachem pobitym gontami. Pierwotny wygląd jedenastoosiowej elewacji frontowej nie jest znany, gdyż w pierwszej połowie XIX w. uległa ona zasadniczym zmianom.

Nad pięcioosiową częścią środkową strony frontowej dworu nadbudowane zostało bowiem nieco niższe piętro.

Tę część dworu poprzedzono równocześnie klasycystycznym portykiem o sześciu szeroko rozstawionych kanelowanych kolumnach doryckich. Dźwigały one dekorowany tryglifami fryz oraz gładki trójkątny fronton. W tym samym zapewne czasie dodano jeszcze przy obu elewacjach bocznych nieco węższe dwuosiowe skrzydła, łącząc je z korpusem głównym w harmonijną całość. Dwór miał wszystkie elewacje tynkowane gładko na kolor żółty. Tylko kolumny, tryglify portyku, obramienia okien i drzwi, bonie na narożnikach oraz gzyms otaczający fronton portyku i wieńczący pozostawiono w kolorze białym.

Zapewne około połowy XIX w. prawe skrzydło dworu krótkim łącznikiem, nakrytym dachem dwuspadowym, powiązano ze stojącą obok ośmioboczną, dwukondygnacyjną drewnianą kaplicą z dachem gontowym również ośmiopołaciowym. Budowla ta, może cokolwiek wcześniejsza od mieszkalnej, zasługiwała na szczególną uwagę miała bowiem ściany wyłożone osiemnastowiecznymi malowidłami na płótnie. Wisiały tam również portrety fundatorów siedziby. Szeroki korytarz z także szerokimi, półkoliście zamkniętymi oknami, dzielonymi szczelinami na wielką ilość małych kwadratów, łączył lewą stronę dworu ze stojącym tam piętrowym pawilonem z boniowanymi narożnikami, szerokim gzymsem międzykondygnacyjnym i kroksztynowym wieńczącym.

Miał on elewacje utrzymane w tej samej tonacji co główny dom mieszkalny i czterospadowy gładki dach gontowy z jednym kominem zbiorczym. Pawilon łączył się bezpośrednio z oranżerią i figarnią, a następnie ze stajniami dla anglo-arabów. Ta część zabudowań pochodziła także dopiero z połowy XIX w.

Wnętrze dworu miało układ dwutraktowy, amfiladowy. Na wprost wielkiej sieni wejściowej ze schodami wiodącymi na piętro, usytuowany był podłużny salon główny, wysunięty ryzalitem, z wyjściem na ogrodowy taras. Z obu stron przylegały do niego dwa salony mniejsze, kwadratowe. Od koloru obicia ścian jeden z nich nosił miano „zielonego”, drugi „popielatego”. Do ciekawszych pod względem architektonicznym pokoi należał jeszcze sypialny z sufitem wspartym na dwóch ustawionych pośrodku kolumnach i wnęką na łóżko, mieszczący się w lewym odcinku traktu frontowego. Wszystkie pokoje reprezentacyjne ujmowała dołem boazeria, sufit zaś pokrywały sztukaterie wykonane ze stiuku. Obok wielkich, staroświeckich pieców, znajdowały się tam również kominki marmurowe. Posadzki z dębowego parkietu ułożone były w desenie. Niemal cały dom miał urządzenie zabytkowe. Przeważały meble z epoki empire, Dyrektoriatu i Ludwika Filipa.

Już w drugiej połowie XVIII w. znajdowały się też w Tereszkach bogate zbiory artystyczne. Powstanie swe zawdzięczały one Franciszkowi Ksaweremu Grocholskiemu, miecznikowi wielkiemu koronnemu, podkomorzemu królewskiemu, założycielowi woronowickiej linii rodziny, jednemu z bardziej wykształconych ludzi swej epoki, przedstawianemu na portretach zawsze w stroju francuskim, fundatorowi pałaców w Woronowicy w Czerwonej; następnie jego synowi Antoniemu, marszałkowi szlachty powiatu starokonstantynowskiego. Z każdej podróży za granicę, głównie do Włoch, przywoził Antoni Grocholski do swojego domu cenne rzeźby marmurowe, alabastrowe i obrazy. I tak np. w czasie swego pobytu w Livorno i w Rzymie w 1797 r. nabył tam 519 płócien.

Były to dzieła różnych szkół dawnych. Przeważały dzieła mistrzów szkoły francuskiej, flamandzkiej, holenderskiej i włoskiej. Istniał nawet spis tych malowideł sporządzony w języku francuskim, z podaniem autorów z Tycjanem włącznie. Niektóre nazwiska były jednak mocno przekręcone. W tym czasie cała galeria tereszkowska obejmować miała około tysiąca pozycji. Po śmierci Antoniego Grocholskiego jego spadkobierca Jan Nepomucen Grocholski przewiózł jednak większą część zbiorów do Woronowicy, w której chętniej przebywa. Do 1914 r. z dawnej kolekcji pozostało w Tereszkach tylko 60 płócien, uwzględnionych częściowo w katalogu z 1979 r. Kilkadziesiąt płócien odziedziczył po ojcu Władysławie syn jego Ludgard jun. I miał je w swoim mieszkaniu we Lwowie.

Antoni Grocholski zgromadził także w Tereszkach znaczną bibliotekę. Obejmowała ona 2300 tomów, głównie wydawnictw w języku francuskim, z przewagą ekonomii i filozofii. Jest rzeczą znamienną, że J. J. Rousseau reprezentowany był w księgozbiorze tereszkowskim w kilku egzemplarzach. Pozostała też po Antonim Grocholskim jego korespondencja z carem Pawłem I, wynikła na skutek przypadkowego przewrócenia na ulicach Kamieńca Podolskiego obrazu z wizerunkiem św. Mikołaja, dalej papiery z okresu jego urzędowania jako marszałka szlachty, nieco korespondencji osobistej i papierów majątkowych.

Od roku 1896 przechowywano również w Tereszkach archiwum woronowickie Grocholskich, które prócz dokumentów pochodzących z XVI w. zawierało akta późniejsze, głównie z XVII w., aż do początków XIX w. włącznie. Dotyczyły one spraw rodzinnych i majątkowych oraz organizacji i sądownictwa, głównie województwa bracławskiego. Były tam też lauda sejmikowe, lustracje starostw, opisanie granic i taryf, jak też papiery związane z urzędowaniem poszczególnych członków rodziny Grocholskich na różnych stanowiskach. Tworzyło więc archiwum tereszkowskie cenny materiał źródłowy do dziejów Wołynia i ziem przyległych, zarówno ekonomicznych jak społecznych i kulturalnych.

Przed dworem rozciągał się wielki kolisty trawnik, obsadzony z rzadka dekoracyjnymi krzewami i sezonowymi kwiatami. Po jego przeciwległej stronie, na wprost portyku, stała paradna brama wjazdowa, złożona z czterech czworobocznych słupów: dwóch środkowych wyższych i dwóch skrajnych nieco niższych. Wszystkie rozczłonkowane płycinami, zwieńczone gzymsami profilowanymi i wykutymi w piaskowcu wazonami. Filary bramy pokrywał żółty tynk z dekoracjami białymi, podobnie jak w przypadku samej rezydencji. Po lewej stronie od wjazdu znajdowały się resztki starej bramy z czasów saskich i fosa, oddzielająca dziedziniec paradny od zabudowań gospodarczych, sadów oraz położonych dalej jeszcze, już za drogą, domków i ogródków oficjalistów dworskich. Najstarszą, stojącą na prawo od bramy budowlą była dawna baszta zamkowa o rzucie zbliżonym do kwadratu, używana później jako lamus. Grubość jej murów sięgała 1.60 m. Wewnątrz nich kryły się potajemne przejścia i schowki, a pod całym budynkiem głębokie lochy. Baszta-lamus miała trzy kondygnacje, z których dwie naziemne. Wszystkie mieściły tylko jedną wielką izbę ze stropem wspartym na potężnym, umieszczonym pośrodku słupie, od którego rozchodziły się krzyżowe sklepienia.

Również po prawej stronie okrągłego trawnika, za piwnicami, będącymi także pozostałością po dawnym założeniu, rozciągał się kwadratowy nieźle jeszcze zachowany wirydarz, ujęty z trzech stron w ramy sędziwej alei lipowej.

Jedna z nich, równoległa do budynku dworu, zasadzona według miejscowej tradycji w czasie pobytu w Tereszkach w 1787 r. króla Stanisława Augusta, miała miano „królewskiej”. Dziedziniec frontowy otaczały głównie stare kasztany, podczas gdy od tyłu dworu, na gazonie i jego obrzeżach rosły przeważnie lipy, jesiony, świerki i modrzewie.

Roman Aftanazy „Dzieje rezydencji na kresach dawnej Rzeczypospolitej – Województwo wołyńskie”

 

Zdjęcia wykonane 26 czerwca 2004 r. przez Pana mgr Mariusza Machynia, w czasie wyjazdu zaplanowanego przez Pana dr Tomasza Ciesielskiego. 
W tym miejscu najprawdopodobniej stał pałac Tereszczański.

Strzyżawka

Ściągnij Roman Aftanazy – Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej. Strzyżawka (PDF)

Ściągnij Skała – Zdzisław Grocholski – Wiadomości, Boże Narodzenie, 1962 (PDF) – Otrzymano dzięki uprzejmości p. Michała Korsaka

W dziwnie pancernej ziemi podolskiej, nad Bohem, przy ujściu rzeczki Strzyżawki, leży włość Strzyżawiecka. Nieopodal Winnica, wojewódzki gród ongiś, również nad Bohem, na półwyspie rozłożona.

Od Winnicy jechałeś ku Strzyżawce Bohem. Z oby stron były urwiste brzegi, porosłe gąszczem zielonym. Nagle krajobraz się zmieniał, las się kończył, urywał się raptem. Miałeś jeszcze złoty łan zbożowy i wreszcie za zakrętem ukazywał ci się na skale, nad samym Bohem, nawpół ukryty zielenią drzew, pałac Grocholskich.

Pałac biały, o kolumnadzie greckiej, podpierającej fronton klasyczny, o attyce balustrowanej, o skrzydłach równo, a śmiało zagiętych.

Kiedyś tą ziemią władał Michał Grocholski, potem przeszła drogą wiana do Morawskich, wreszcie odkupił ojcowiznę, drogą dużych wysiłków, hr. Tadeusz Grocholski. Odkupił i tym sposobem uratował spory szmat ziemi polskiej wówczas, gdy moskal zaborca chciał nas z owych stron podolskich wyrzucić, odpędzić.

A wszak dzieje polskie na owych ziemiach kresowych – to cały szereg zapasów i zmagań o kulturę polska, to odparcie dziewięćdziesięciu kilku napadów tatarskich, to ustawiczne baczenie na granice ruskie, kozackie, wołoskie.

To przecie czuwanie na owej rubieży, gdzie zawadzisz o stary szlak tatarski, gdzie natrafisz pługiem na piszczel turecki, gdzie o kurhan często się oprzesz.

Nie masz bodaj jednej wsi kresowej, gdziebyś nie spotkał czegoś, co sercu dumą lub tęsknotą.

Z owej to wsi chciał nas zaborca wyrugować, ziemię odbierał, kulturę naszą niszczył, kościoły nam zamykał, szkoły prześladował.

W tym to czasie ucisku i gniotu, w drugiej połowie zeszłego stulecia, Strzyżawiecka włość uratowaną została i przez długie lata szerzyła w tych stronach polskie wpływy i rozwijała myśl polska.

A pobok siedziby właścicieli, widzieliśmy też na wzgórzu nad rzeką, biały o kopule na kolumnach, kościół.

Śliczna to była świątynia, przed stu laty wystawiona, a konsekrowana przez biskupa Mackiewicza.

Miała portyk biały, na czterech kolumnach doryckich wsparty, a do wnętrza wpadały złotawe smugi światła i tworzyły dobrą harmonię z ołtarzami umajonymi kwieciem podolskim.

Gdy bardzo stary, siwy jak gołąb, ksiądz Mirocki wznosił monstrancję świętą i błogosławił ludowi wiernemu, co przetrwał tyle ucisków, a zawsze stał wierny przy wierze i mowie naszej, to się serce radowało i chciało się wierzyć, że tak zawsze będzie, żeśmy się ostali i ostoimy zawsze.

I gdy dola była szara, a na duszy ciężko, toś patrzył w twarz Chrystusa w ołtarzu głównym i miałeś nadzieję, że się polepszy, że dola się zmieni.

Szedłeś potem do siedziby gospodarzy i na wstępie ujrzałeś księgi, bardzo stare księgi, dobrze w kordybanową skórę oprawne, o tłoczonych złotem napisach. Było tego dużo, całe szeregi szaf oszklonych, znać było, ze kilka pokoleń składało się na to, by stworzyć księgozbiór nader szacowny. Mogłeś spotkać białe kruki, jakieś krakowskie wydania z przed paru wieków, jakieś inkabuły w drukarniach podolskich tłoczone. Były też manuskrypty dobrze iluminowane, snać brat zakonny dużo włożył trudu by upiększyć złotem i szafirem obrazek madonny, otoczony chabrami.

Z bibljoteki było przejście do ogromnej białej sali z kolumnami i półkolistem zakończeniem. Sala była całą stiukami pokryta i miała światło górne i dolne. U pułapu, gdzie widniała różyca dobrze rzeźbiona, wisiał pająk o siedemdziesięciu kilku świecach.

W sali owej radzono długo czasu powstania listopadowego, w sali radzono, w trzydzieści lat potem, w tych dniach styczniowych, gdy „nasze serca paliła tęsknota”. Z sali białej musiano przejść potem do komnat na dole i tem się ukrywać. Tam byli ci, co potem, w owym 63 roku, więzieni byli w Winnicy: Artur Russanowski, Stanisław Grocholski, Mikołaj Kaczanowski, Przyborowski, Makowiecki, Zawadzki i inni.

Miała sala biała przejście na balkon żelazny, o kracie kutej i kolumnadzie korynckiej. Z pod filarów białych cudny widok na srebrną wstęgę Bohu, wijącą się wśród łąk i krzewów, a dalej na bezkresny przestwór pól i lasów błękitnych.

Wrześniową pogodą rozlewały się na owych bezkresach smętek i zaduma, a pajęczyna babiego lata czepiała się cmentarnych krzyży i słupów rozdrożnych.

Zdawało się, ze jakaś zacięta duma objęła w posiadanie krajobraz ten i dusze ludzkie.

Wracałeś z balkonu, przez salę białą, do sąsiednich komnat i znowuż widziałeś wszędzie wspomnienia przeszłości.

Dłoń skrzętna zbierała, gromadziła, w jedną całość wiązała, odtwarzała styl, epokę.

Były piękne portrety wojewody Grocholskiego i wojewodziny, był cały szereg wizerunków rodzinnych odtworzonych przez Lampiego, Oleszkiewicza, Pochwalskiego.

Były zbroje cenne, kolczugi, karaceny, buzdygany, prastare siodła z rzędami, broń palna srebrem i kamieniami inkrustowana. Cenne makaty i gobeliny dobrze okalały portrety.

Zdawało się zawsze, że owe pamiątki kultury – to ostoja mocna, co trwała za zaborcy i co winna mieć dewizę „ogniem ognia nie zgasisz”.

Z okien pałacu szedł wzrok ku widniejącej z dala budowli okrągłej bardzo starej i bardzo patyna czasu owianej. To była mauzoleum z kaplicą i podziemnymi kryptami. Taka świątynia okrągła, pogrążona w mroku, a otulona kirem. Tu przez długie lata składano prochy zmarłych członków rodziny. Tu grzebano często nadzieje, tu też nabierano mocy i tężyzny na istnienie dalsze. Ileż łez pamiętały owe mury od wieków sczerniałe. Jak często wzrok ku owym relikwjom podążał.

Otóż te stare mury pałacu Strzyżawieckiego i te świątynie, powojem i bluszczem otulone, oglądały w ciągu wieków nie jedne dziwy.

Widziały starego hetmana Kalinowskiego, jak ten Kozaków tu gromił. Słyszały pieśń Konfederatów Barskich, co z pieśnią i chwała Maryji szli tu w zawody z przeważną siła moskali. Słyszały surmy bojowe i szczęk oręża zastępów Kościuszki i księcia Józefa.

Ów rycerz bez skazy tu swe pułki kozaków formował, tu stawał pod swą chorągwią i tu mu wierni kozacy wołali „Bat’ku Josype, na harmaty wiedź”.

Nastały potem dla Strzyżawki czasy zacisza, czasy pracy na roli i czekania lepszego jutra.

Najdłużej tu trwał wtedy Tadeusz hr. Grocholski.

Był to człowiek zacny, gospodarz skrzętny i artysta malarz dużej miary.

Odbywał studja malarskie we Włoszech i u Bonnata w Paryżu. Pozostawił krajobrazy i portrety. Malował też razem z hr. Działyńską freski w Gołuchowie Czartoryskich. Hr. Zofja Grocholska, małżonka hr. Tadeusza i hr. Remigjusz, Henryk i Ksawery to teraźniejsi Strzyżawki właściciele.

Strzyżawka jest miejscowością położoną wspaniale na wzgórzu, tuż przy ujściu do Bohu rzeczki o tej samej nazwie co miasteczko. Według dokumentów pochodzących z XV w., jakie przed pierwszą wojną światową przechowywano w zbiorach tamtejszego dworu, w opisie grodu „Striżawka” mówiło się m.in. o tym, że ówczesnym właścicielem okolicznych ziem był niejaki Dmytro Striżawśkyj.

Zgodnie z tym samym źródłem miało się tam później znajdować sześć czy nawet siedem cerkwi unickich, a o wiorstę od miasta, na wyniosłej granitowej skale, wrzynającej się w rzekę Boh, stał duży monaster Bazylianów.

Po Dymitrze Striżawśkim kolejnymi dziedzicami Strzyżawki byli Lubomirscy, a następnie Potoccy. Od Antoniego Potockiego nabył tę majętność Michał z Grabowa Grocholski h. Syrokomla (ur. w 1705 r.), syn Ludwika, cześnika dobrzyńskiego i Justyny z Leniewiczów h. Prawdzic, regimentarz partii ukraińskiej, sędzia ziemski bracławski, poseł na sejm, fundator kościoła i klasztoru oo. Dominikanów w Winnicy (1758) oraz kaplicy w Tereszkach. Pochodził on z rodziny, która przeniosła się już w początkach XVI w. z Sandomierskiego na Wołyń, a w drugiej połowie XVIII w. także i na Podole.

Michał Grocholski posiadał więc już na Wołyniu Hryców i Tereszki, a na Podolu Strzyżawkę. Po żonie, Annie z Radzimińskich h. Lubicz, córce Michała, stolnika czernichowskiego i Małgorzaty Kamieńskiej h. Ślepowron, otrzymał jeszcze Pietniczany i Woronowicę w pow. bracławskim. Spadły one na nią po bezpotomnej śmierci jej jedynego brata, Marcina Radzimińskiego. W ten sposób fortuna Grocholskich uległa dalszemu, bardzo znacznemu powiększeniu. Wprawdzie zarówno klucz pietniczański, jak woronowicki okazały się nadmiernie zadłużone, po długoletnich zabiegach udało się je jednak oczyścić od zastawów i wierzytelności.

Michał z Grabowa Grocholski podzielił swe obszerne wołyńskie o podolskie włości między dwóch synów w ten sposób, że Strzyżawkę i Pietniczany na Podolu, a Hubczę na Wołyniu otrzymał Marcin, wojewoda bracławski, kawaler Orderu Św. Stanisława, resztę zaś – Franciszek, miecznik w. koronny.

Wojewoda Marcin Grocholski (1727-1807), żonaty z Cecylią z Chołoniewskich h. Korczak, córką Adama i Salomei z Kątskich h. Brochwicz, oprócz dóbr otrzymanych po ojcu miał jeszcze Hryców, Sabarów, Soroczyn, Stepanówkę, Woronowicę, Sudyłków, Kołomyjówkę, Michałówkę i Stadnicę. Te rozległe dobra podzielił między pięciu synów, z których Jan Duklan otrzymał Sudyłków, Michał, starosta zwinogrodzki – Pietniczany, Ludwik – Hryców, Adam poległ śmiercią bohaterską przy boku Kościuszki pod Maciejowicami, Strzyżawka zaś przypadła w tym dziale Mikołajowi Grocholskiemu, marszałkowi szlachty, a następnie gubernatorowi podolskiemu.

Mikołaj Grocholski (1782 – 1864), ożeniony z Emilią z Chołoniewskich, w dziejach Strzyżawki zapisał się najtrwalej. Ufundował tam bowiem kościół katolicki i pałac. Prócz tego wzniósł jeszcze klasztor dla panien wizytek w Kamieńcu Podolskim.

Jedyna córka Mikołaja i Emilii Grocholskich – Maria, poślubiwszy Wojciecha Dzierżykraj – Morawskiego h. Nałęcz wniosła mu w posagu m.in. także i Strzyżawkę. Gdy zaś Maria z Grocholskich Morawska zmarłą młodo, wdowiec zaś przyjął święcenia kapłańskie, Strzyżawkę odziedziczył najmłodszy z trzech synów – Józef Dzierżykraj – Morawski.

Po chwilowym wyjściu z rąk Grocholskich, zarówno rezydencja, jak i dobra strzyżawieckie uległy wielkiemu zaniedbaniu. Właściciele mieszkali bowiem gdzie indziej. Józef Morawski zdecydował się nawet majętność tę sprzedać. W myśl obowiązujących wówczas w tzw. „prowincjach zabranych” ustaw, nowonabywcą mógł być tylko Rosjanin. Sprawa nabrała więc rozgłosu, a ze strony opinii polskiej podniosły się żywe protesty. Wówczas to kuzyn Morawskiego, Tadeusz Grocholski, przebywający dotąd na ulubionych studiach malarskich w Paryżu, gdzie kształcił się pod kierunkiem znanego portrecisty Leona Bonnata, porzucił nauki i wrócił do kraju, by ratować zagrożoną przejściem w obce ręce ojcowiznę. Skoro droga normalnego kupna przez Polaka w ówczesnych warunkach była niemożliwa, uradzono podpisanie przez obie układające się strony kontraktu szesnastoletniej dzierżawy, co w gruncie rzeczy równało się sprzedaży i kupnu.

Tadeusz Przemysław Michał hr. Grocholski (ur. 15 V 1839 w Pietniczanach – zm. 29 VII 1913 w Strzyżawce), syn Henryka i Franciszki Ksawery z Brzozowskich h. Belina, ożeniony z Zofią hr. Zamoyską (1865 – 1957), córką Stanisława i Róży z Potockich, zabrał się energicznie do podźwignięcia majątku z ruiny.

O jej rozmiarach opowiada Edward Chłopicki, który odwiedził Podole w 1875 r. Zachwyca się wprawdzie przecudnym położeniem pałacu, stojącego na szczycie pokrytej olbrzymimi drzewami skały i królującego wyniosłą kolumnadą ganku nad całą okolicą, zachwyt jego maleje wszakże w miarę bliższego zetknięcia się z terenem. Wszędzie widział bowiem ślady zupełnego zaniedbania, o którym wymownie świadczyła nawet „szczerbata” brama wjazdowa.

Mimo opłakanego stanu Strzyżawki, zarówno gospodarstwa jak rezydencji, z odbudową musiał jeszcze Tadeusz Grocholski kilka lat poczekać. Właśnie bowiem w momencie objęcia przez niego majątku, czyli w 1877 r., rząd carski wynajął cały budynek na szpital dla rannych jeńców nieprzyjacielskich, napływających z terenu walk w wojnie rosyjsko – tureckiej. Do restauracji tego pięknego gmachu, pełnego na razie gruzów, kurzu i robactwa, można się więc było zabrać dopiero w latach osiemdziesiątych XIX w. Odbudowując Strzyżawkę, musiał Tadeusz Grocholski walczyć równocześnie przez 30 lat zarówno z Józefem Morawskim, który, roztrwoniwszy majątek inny, żądał po pewnym czasie dopłaty, jak też z czynnikami oficjalnymi rosyjskimi, usiłującymi go ze Strzyżawki wyrugować. Walka ta wygrana została przez niego tylko dzięki interwencji przyjaciela z młodych lat, ministra dworu bar. Frederichsa u cara. Pracując nad odbudową gospodarstwa i domu, wiele czasu poświęcał też Tadeusz Grocholski pracy społecznej, m.in. jako wiceprezes Podolskiego Towarzystwa Rolniczego, a wspólnie z bratem Stanisławem organizował bank włościański etc. Dużo także malował. Jego ulubionymi tematami były sceny rodzajowe, obrazy religijne i portrety. Kopiował też arcydzieła malarstwa europejskiego.

Pałac strzyżawiecki, wybudowany przez Mikołaja Grocholskiego w latach 1806 – 1811 według projektu nie znanego, niestety, architekta, wznosił się – jak już wspomniano – na wysokiej kamiennej skale, stojącej tuż nad rzeką Boh, wśród rozległego parku krajobrazowego. Od traktu, obsadzonego z obu stron ogromnymi nadwiślańskimi topolami, wiodącego z Winnicy do Kalinówki i dalej, do Koziatyna oraz Berdyczowa, zjeżdżało się do dworu na lewo, poprzez wysoki i długi most na Bohu.

Dalej droga wiodła pod dość wysoką górę, na której po prawej stronie stał kościół katolicki, po lewej zaś zabudowania dworskie, wraz z ogrodem okolone wysokim murem. Następnie, robiąc dwa zakręty pod kątem prostym, aleją wysadzaną starymi lipami, wjeżdżało się na przedpałacowy dziedziniec. Po stronie prawej alei mijało się magazyn i spichrz, dalej oranżerię i krowiarnię z rozciągającym się za nimi ogrodem warzywno – owocowym, po stronie lewej natomiast drewutnię, stajnię, wozownię, oficynę i tzw. „starą kuchnię”.

Stojący na wprost wylotu alei lipowej, po przeciwległej stronie wielkiego, prostokątnego dziedzińca pałac miał plan krótkiej podkowy. Od strony zachodniej, czyli od podjazdu był budowlą parterową, z pięcioosiową częścią środków podwyższoną o niskie piętro, od strony wschodniej dwukondygnacyjną, także z pięterkiem. W piętnastoosiowej fasadzie pałacu dominował umieszczony przy części dwukondygnacyjnej sześciokolumnowy portyk w wielkim porządku. Wszystkie kolumny, ustawione na niskim tarasie, wyposażono w głowice jońskie. Skrajne miały jednak przekrój kwadratu, pozostałe zaś koła. Kolumny dźwigały belkowanie, otoczone od dołu szerokim gzymsem profilowanym, a pośrodku, tylko od czoła, fryzem złożonym z rozet. Cały portyk obiegał dokoła wieńczący gzyms kroksztynowy. W zamykającej go prostokątnej, wygiętej pośrodku kątem rozwartym ściance attykowej umieszczono sztukaterie, wyobrażające rogi obfitości, wici roślinne i rozety, a na ich tle owalną, otoczoną wieńcem laurowym tarczę herbową z Syrokomlą fundatora pałacu i Korczakiem jego żony. Nad nimi dodano później dziewięciopałkową koronę hrabiowską. Ujęte w wąskie obramienia główne drzwi wejściowe oraz cztery, dzielone na dziesięć kwater okna, objęte ramami portyku, miały naczółki trójkątne, wsparte na konsolkach, natomiast okna pięterka jedynie obramienia z lekkim podkreśleniem ław. Kondygnacje odcinka portykowego oddzielała gładka opaska. Nad nią występował rząd krótkich kroksztynów, na których osadzono wąski balkon. Sufit portyku podzielono na pięć pól i ozdobiono je wielkimi rozetami. Wystrój plastyczny dwuosiowych skrzydeł bocznych, jak też trójosiowych części elewacji między nimi a portykiem, niewiele różnił się od wystroju części dwukondygnacyjnej. Tylko oknom, kształtu i wielkości identycznej, dano naczółki nie trójkątne, lecz poziome, wsparte także na konsolkach, zaś gładko tynkowane ściany zwieńczono gzymsem kroksztynowym.

Znacznie okazalej prezentowała się elewacja wschodnia pałacu, zwrócona w stronę rzeki Boh. Nie miała ona wprawdzie skrzydeł bocznych, na pięciu osiach środkowych akcentował ją jednak rozczłonkowany pilastrami korynckimi ryzalit z trzykondygnacyjnym portykiem.

Kolumny koryncki w wielkim porządku, wspierały się na pokrytych tynkami boniowanymi arkadach, usytuowanych przy przyziemiu.

Taras nad arkadami obiegała kuta, żelazna balustrada. Wystrój odcinka zryzalitowanego o narożnikach ujętych w pilastry podobny był do wystroju portyku od strony podjazdu. Tylko okna kondygnacji środkowej zastąpiono tu przez porte-fenetry wychodzące na obszerny taras pod kolumnadą, skąd podziwiano szczególnie piękny widok na rozlewisko rzeki i okolicę poza nią. Portyk ogrodowy wieńczył fronton trójkątny, otoczony kroksztynami. Jego tympanon pokrywały także sztukaterie z motywem głównym owalnej tarczy herbowej. Przyziemie odcinków bocznych, z oknami mniejszymi, dzielonymi na kwater osiem, miało tynki żłobkowane, zaś kondygnacja górna – gładkie. Podobnie wyglądały także trójosiowe elewacje boczne, południowa i północna. Kondygnacje dzieliły horyzontalnie gładkie opaski zdwojone, oraz wąski gzyms biegnący pod parapetami okien wysokiego parteru. Wszystkie elewacje wieńczył gzyms kroksztynowy. Środkową część pałacu nakrywał gładki, gontowy dach dwuspadowy, boczne zaś spłaszczony trójspadowy, ukryty poza obiegającą cały dom dokoła attyką tralkową.

Główna kondygnacja mieszkalno – reprezentacyjna miała po przebudowie nadal układ dwutraktowy, ale dość skomplikowany, bez zachowania symetrii, z licznymi korytarzykami, sionkami, łazienkami etc. Także wystrój poszczególnych pokoi był zróżnicowany, od skromnego po wykwintny. We wszystkich znajdowały się posadzki parkietowe gładkie, najczęściej jednak układane z kilku gatunków drewna we wzory geometryczne. Wysokie, dwuskrzydłowe drzwi płycinowe pokrywał biały lakier lub ciemna politura. Ujęte w ramy płyciny górne i dolne zdobiły rzeźbione wieńce owalne. W wielu pomieszczeniach sufity wspierały się na fasetach lub na kroksztynach. Niektóre piece miały oryginalny, rzadko spotykany kształt.

Do wnętrza pałacu wchodziło się poprzez duży, oświetlony dwoma oknami przedpokój. Tu, naprzeciwko wejścia znajdowały się oszklone drzwi, a za nimi spiralne schody, wiodące do przyziemia lub na piętro. Nad drzwiami wisiały trofea myśliwskie w postaci głowy dzika, starych rusznic, oszczepów, trąb łowieckich i in. W pobliżu umieszczono zegar, regulujący życie całego domu. Nad dwoma niskimi piecami zawieszono obrazy o tematyce „martwej natury”. Na jednym z nich widniały róże, na drugim owoce. Ścianę lewą zdobiły portrety Michała Grocholskiego i jego żony Anny z Radzimińskich, pędzla nieokreślonego. Z mebli znajdowały się w przedpokoju dwie skrzynie, z których jedna, zamykana odpowiednio na dzień, nocą służyła jako łoże dla dyżurnego kozaka. Na skrzyni drugiej, stojącej pośrodku, leżało drewniane pudło z warcabami, przeznaczonymi dla rozrywki pałacowych kozaków. Pozostałe sprzęty, to jest ławy i ciężkie, dębowe krzesła, pochodziły ze szkoły parobczej w Podzamczu, majątku Zamoyskich.

Z sieni na prawo wchodziło się do tzw. „pokoju pierwszego”, którego jedno okno mieściło się jeszcze w ramach portyku, drugie natomiast w części parterowej. Pokój ten, z sufitem na fasecie i posadzką układaną w małe kwadraty utrzymany był w tonacji jasnej, służył jako biblioteka. Dookoła ścian stały tam więc niezbyt wysokie, oszklone szafy z książkami, nad nimi zaś i na wszelkich wolnych przestrzeniach wisiały portrety rodzinne i miniatury.

Środek pokoju zajmował stół z zaokrąglonymi rogami, przykryty zielonym suknem oraz krzesła z giętymi poręczami. Z sufitu zwisał empirowy żyrandol wykonany z brązu. Na szafach stały popiersia z białego marmuru.

Bezpośrednio do biblioteki przylegał także dwuokienny, identycznego kształtu i wymiarów pokój pana domu. Wąski, wynikły z przebudowy korytarz biegnący w poprzek pałacu, już w jego części wysuniętej skrzydłem, oddzielał środkową część domu od czterech pokoi uszeregowanych wzdłuż jego ściany południowej.

Dawne dwa pokoje usytuowane po lewej stronie przedpokoju, odpowiedniki bibliotecznego i pana domu, przerobiono na trzy mniejsze, gościnne. Podziałowi uległo także całe lewe skrzydło domu.

Ciąg reprezentacyjny, z amfiladowym układem drzwi, mieścił się w trakcie wschodnim, który zmianami dotknięty został w stopniu znacznie mniejszym.

Cały środek zajmowała tam wielka, wysunięta ryzalitem sala balowa, od ścian pokrytych białym, polerowanym stiukiem zwana „białą”.

Była ona w zasadzie prostokątna, ale ciekawie zaprojektowany sufit sprawiał, że robiła wrażenie owalnej. Środkowa, trójosiowa część sali miała wysokość dwóch kondygnacji i sufit płaski. Ponad trzema porte-fenetrami, wiodącymi na taras, mieściły się jeszcze w górze trzy okna kwadratowe. Obie części boczne miały sklepienie półkoliste, bez okien górnych. Środkowy sufit płaski dekorowała rozeta wielka, cztery rosi zaś znacznie mniejsze. Wszystkie wykonane zostały ze stiuku białego. Sklepienia półkoliste pokrywały sztukaterie o charakterze groteski roślinnej, także z rozetami, ujęte w szerokie, gładkie ramy w kształcie trapezów. Belkowanie i fasety sklepień, skomponowane z fryzu także o tematyce roślinnej groteski, ujmował od dołu gzyms profilowany, od góry – kroksztynowy. Belkowanie wspierało się na czterech półkolumnach korynckich. Wielkie pole prostokątne nad gzymsem kroksztynowym, naprzeciw okien górnych, wypełniała kompozycja stiukowa, zdaje się ze scenami z życia starożytnych. Oba rogi wewnętrzne sali rozczłonkowane były dwiema płycinami, ujętymi po bokach w ramy pilastrów, powiązanych u góry półkolistymi gzymsami profilowanymi. Posadzkę tworzył deseń geometryczny.

Sala „biała” nie została prawdopodobnie przez fundatora pałacu wykończona ostatecznie. Nie miała np. kominka, odpowiednich żyrandoli, dla których przygotowano rozety na suficie środkowym, ani kinkietów ściennych. Brak ten uzupełniony został olbrzymim pająkiem na 365 świec, zrobionym pomysłowo z szeregu drewnianych, różnej wielkości, na biało lakierowanych obręczy, pokrytych blaszanymi, złoconymi liśćmi. Żyrandol ten wykonał miejscowy stolarz domowy według pomysłu Stanisława Grocholskiego, jako prezent na ślub jego brata Tadeusza z Zofią hr. Zamoyską. Sala ta do końca nie miała też stosownego dla niej urządzenia. Stały tam po kątach olbrzymie, późno biedermeierowskie kanapy mahoniowe, a przed nimi w tym samym stylu utrzymane stoły i krzesła. Ostatnio sala „biała” służyła jako ośrodek życia rodzinnego. Jadano tu zarówno śniadania, jak i obiady i kolacje oraz odrabiano z młodzieżą lekcje. Stał tu również stary fortepian.

Po stronie północnej sali balowej mieściła się także prostokątna, ale znacznie mniejsza, o trzech oknach sala „niebieska”. Wiodły do niej, w ciemnym tonie utrzymane, bogato intarsjowane drzwi.

Nazwę swą zawdzięczała oczywiście takiego właśnie koloru ścianom wyłożonym, stiukiem. Sufit sali tej pokrywały sztukaterie białe. Posadzka miała również deseń geometryczny, ale inny niż w sali „białej”.

W dwóch rogach przeciwległych oknom znajdowały się tu sklepione wnęki, a w nich kwadratowe piece, złożone z dwóch kondygnacji: dolnej o przekroju większym i górnej o mniejszym. Oba wieńczyły wielkie wazony z uchami. Urządzenie ruchome sali „niebieskiej” składało się ze stołu, kanapy i krzeseł wykonanych z mahoniu.

Pośrodku stał ogromny, staroświecki bilard. Sali tej używano rzadko. Pokój narożny północno – wschodni służył jako mieszkalny, podobnie jak inne pozostałe, usytuowane również wzdłuż ściany północnej.

Również piękne drzwi, jak do sali „niebieskiej”, wiodły z sali „białej” w kierunku południowym, do sąsiedniego salonu, któremu nie nadano żadnej nazwy. Jego sufit wspierał się nie na fasecie, lecz na gzymsie kroksztynowym, ujętym u góry i u dołu wąskimi pasmami sztukaterii „w wole oczy”. Znajdowały się tu dwa, wpuszczone w ściany, prostokątne, zwieńczone profilowanym gzymsem piece, pokryte ciemnym malowidłem o motywach figuralnych, jak też kominek klasycystyczny z białego marmuru, dekorowany płaskorzeźbami i brązami. Posadzka składała się z dużych, jasnych kwadratów, zamkniętych wąskimi, ciemnymi ramami.

Z ozdobionego niewielką rozetą sufitu zwisał brązowo – kryształowy żyrandol. Urządzenie składało się głównie z mebli wyściełanych miękkich z końca XIX w. i kilku mahoniowych komód oraz szafek. Wyróżniała się wśród nich międzyokienna konsola, autentyczna Boulle oraz mały stolik w stylu Ludwika XV, bogato intarsjowany i dekorowany brązami.

W salonie zgromadzono też sporo dzieł sztuki. Wśród nich jedno z miejsc czołowych zajmował portret Mikołaja Grocholskiego, fundatora pałacu i kościoła, namalowanego a la Byron przez Józefa Oleszkiewicza. Sporą część innej ściany zajmował wielki haft włoski z XVI w., wykonany na płótnie jedwabnym. Jego deseń przedstawiał orła czarnego z rozpostartymi skrzydłami, trzymającego w szponach koronę. Poniżej, wśród stylizowanych motywów roślinnych, widać było muszlę wśród owoców. Haft ten otrzymał Tadeusz Grocholski od matki Cecylii Chołoniewskiej, przełożonej pp. Wizytek w Kamieńcu Podolskim. Nad drzwiami prowadzącymi do pokoju bibliotecznego wisiał obraz Rosy Bonheur Orka.

Obok, na kolumnie stał brąz Michał Archanioł strącający smoka, a na umieszczonej między oknami konsoli popiersie Julii z Grocholskich Poniatowskiej, wykonane z białego marmuru, niestety, nie wiadomo czyjego dłuta. Nad kominkiem wisiało lustro w złoconych ramach. Gzyms kominkowy zdobiły osiemnastowieczny zegar w oprawie z brązu złoconego i z podobnego materiału wykonane kandelabry.

Obok salonu znajdował się jednookienny pokój zwany kąpielowym. Stała tam duża wanna marmurowa. Pokój ów służył jako przejściowy z salonu do narożnego południowo – wschodniego, ze ścianami wyłożonymi jednolitym stiukiem seledynowym, będącego sypialnią pani domu. Cztery na ten sam kolor stiukowane, ale lekko żyłkowane kolumny jońskie, wsparte na czarnych kwadratowych bazach, oddzielały jedną trzecią, tylną część pokoju od przedniej, tworząc w ten sposób alkowę.

Dekorowany sztukateriami sufit wspierał się na fasecie skomponowanej z gzymsu kostkowego, ujętego w listwy „w wole oczy”. Kilkadziesiąt centymetrów poniżej pokój obiegał jeszcze szeroki gzyms profilowany, także ze szlakami bocznymi „w wole oczy”.

Przy jednej ze ścian bocznych mieścił się kominek z białego marmuru. Posadzka parkietowa miała jakiś deseń. W czasie przebudowy pokoju sypialnego architektura jego została częściowo naruszona przez odcięcie części tylnej na wąski korytarzyk, który zaczynał się przy frontowym pokoju mieszkalnym pana domu.

I tu także zgromadzili gospodarze domu wiele cennych przedmiotów. Należało do nich przede wszystkim umieszczone w alkowie wielkie łoże Boulle, darowane przez ks. Marię z Grocholskich Czartoryską bratu Stanisławowi. Nad nim, oprawiony w złote ramy, wisiał haftowany obraz gobelinowy, przedstawiający Wniebowzięcie Matki Boskiej, wykonany przez pp. Wizytki w Kamieńcu Podolskim. Poza tym pokój zdobiło jeszcze kilka innych obrazów. Z mebli stały tu jeszcze dwie hebanowe szafy z dekoracjami brązowymi, duże mahoniowe biurko, małe stoliki okrągłe i empirowe krzesła mahoniowe, obite adamaszkiem w kwiaty. Na kominku umieszczono główkę z brązu, domniemaną podobiznę Orlątka i brązowe kandelabry, wyobrażające klęczące anioły, trzymające w rękach wazony. Miało to sprawiać wrażenie, jak gdyby dolewały oliwy do lamp.

Na niskim piętrze, od strony frontowego portyku mieściła się pośrodku prostokątna salka z trzema oknami i drzwiami na balkon, a po bokach dwa pokoje jednookienne, służące jako mieszkalne. Wszystkie one, o wystroju skromnym, urządzone były wygodnie i nowocześnie.

W pałacu strzyżawieckim znajdowało się też wiele dzieł sztuki, zgromadzonych głównie w pokojach reprezentacyjnych, które czasem jednak przemieszczano. Szczególnie interesująco przedstawiała się galeria obrazów o tematyce różnej, najczęściej jednak portretowej. Oprócz już wymienionych, były wśród nich dzieła: Portret mężczyzny w krezie z koronkami przypisywany Van Loo, Święta Cecylia grająca na organach w otoczeniu aniołów Rubensa, Matka Boska z Dzieciątkiem Jezus na rękach Carlo Maratty, Dama hiszpańska w koronkowym kołnierzu Suttermansa, a wśród wizerunków: króla Stanisława Augusta (Marcello Bacciarellego), Katarzyny z Rzyszczewskich Rafałowej Chołoniewskiej (Józefa Grassiego), Marcina Grocholskiego, wojewody bracławskiego i Cecylii z Chołoniewskich Grocholskiej (Jana Chrzciciela Lampiego mł.), Franciszka z Grabowa Grocholskiego, miecznika i Heleny Justyny z Lesznickich Franciszkowej Grocholskiej (Józefa Pitschmanna), Jana z Dukli Grocholskiego, oboźnego z rangą generała i Emilii z Chołoniewskich Mikołajowej Grocholskiej (Reichela), Franciszki Ksawery z Brzozowskich Henrykowej Grocholskiej (z fotografii), Tadeusza Grocholskiego z 1889 r. i tegoż Tadeusza z fotografii oraz Zofii z Zamoyskich Tadeuszowej Grocholskiej pędzla Kazimierza Pochwalskiego, oraz portret ks. Adama Czartoryskiego i kopia z Tycjana kompozycji L’amour sacre et l’amour profane Leona Kaplińskiego, Henryka Grocholskiego (z fotografii), Róży z Potockich Stanisławowej Zamoyskiej i Stanisława Zamoyskiego (kopia z oryginału Andrzeja Mniszcha Jana Zasiedatela), a także autoportret Tadeusza Grocholskiego.

Wśród portretów autorów nie określonych były wizerunki: papieża Piusa IX, Karola Beliny Brzozowskiego (ojca Ksawery Grocholskiej), Szczęsnego Potockiego, Remigiana Grocholskiego (uczestnika odsieczy wiedeńskiej), starosty Michała Grocholskiego (syna wojewody Marcina), Felicji Marianny ze Śliźniów Grocholskiej, Ludwika Grocholskiego (także syna wojewody bracławskiego), Adama Myszki-Chołoniewskiego (kasztelana buskiego), Salomei z Kątskich Adamowej Chołoniewskiej (uważany za „śliczny”), Ksawerego Chołoniewskiego, Ignacego Chołoniewskiego, Adama Józefa Chołoniewskiego i ks. Stanisława Chołoniewskiego (brata Emilii Mikołajowej Grocholskiej). Osobną grupę tworzyły kopie wielkich mistrzów lub portrety malowane przez pana domu, Tadeusza Grocholskiego: kopia z Tycjana Matka Boska Bolesna, także wg Tycjana Św. Jan Chrzciciel z Barankiem, a wśród wizerunków podobizny brata Tadeusza Stanisława Grocholskiego, siostry Heleny z Grocholskich Brzozowskiej, żony Zofii z Zamoyskich Tadeuszowej Grocholskiej, dzieci Tadeusza, Remigiusza, Michała, Ksawerego i Zofii oraz studia „wiejskiej dziewczyny z Pietniczan”, „dziewczyny” i „dziewczyny stojącej nad rzeką i czerpiącej wodę”.

W grupie miniatur dwie sygnowane były przez Jana Nepomucena Endera.

Wyobrażały one Henryka Grocholskiego i jego żonę Ksawerę z Brzozowskich, inne zaś: Ksawerego Myszkę – Chołoniewskiego, Ignacego Myszkę – Chołoniewskiego, wizytkę Marię Cecylię Myszkę – Chołoniewską, Felicję Mariannę ze Śliźniów Michałową Grocholską, Otylię z Poniatowskich Adolfową Grocholską, Kamillę z Czetwertyńskich Chołoniewską, żonę Józefa Adama, Natalię (?) z Czetwertyńskich Naryszkin, Marię z Grocholskich Witoldową Czartoryską w młodym wieku, Stanisława Grocholskiego w wieku podobnym, Tadeusza Grocholskiego (jako dziecko) i Chołoniewskiego o imieniu nie znanym (w mundurze).

Były poza tym w zbiorach obrazy: Siwy koń na łące Juliusza Kossaka, Polowanie na wilki Józefa Brandta, piętnaście „krajobrazów włoskich”, wielki zbiór sztychów i mnóstwo albumów z rysunkami własnymi Tadeusza Grocholskiego. Obok poprzednio wymienionych, znajdowały się też jeszcze dwa inne gobeliny: Matka Boska z Dzieciątkiem Jezus oraz Izraelici płaczący pod murami Babilonu, jak też piętnaście pasów polskich Jana Madżarskiego i Paschalisa Jakubowicza.

Biblioteka pałacowa liczyła ostatnio ponad tysiąc tomów. Były to dzieła przeważnie w języku francuskim, jakkolwiek trafiały się także i rzadkie wydania krakowskie z XVI w., a nawet druki tłoczone na Podolu. Wiele z tych książek miało cenną oprawę ze skóry kurdybanowej ze złoconymi napisami grzbietowymi i wyciskanymi ornamentami. Z księgozbioru dawniejszego, bibliotekę treści religijno – naukowej, zapoczątkowanej przez Mikołaja Grocholskiego (1781 – 1864), wnuk jego, ks. Marian Morawski ofiarował oo. Jezuitom do Krakowa. Ta zaś część, która przetrwała w Strzyżawce do pierwszej wojny światowej, była darem ks. Marii Czartoryskiej po jej wstąpieniu do ss. Karmelitanek dla brata Tadeusza.

Głównym urokiem starego parku strzyżawieckiego, którego powierzchnia z całym obejściem pałacowym obejmowała ok. 1 km. kwadratowego, było jego położenie na wyniosłym, skalistym brzegu Bohu. Park ciągnął się przede wszystkim po obu stronach skrzydeł bocznych domu, tworząc tam zwarte skupiska zieleni.

Niektóre partie ogrodu, najeżone również skałami, utrzymywano w stanie zupełnie dzikim. Przestrzeń od głównej alei wjazdowej do parku była otwarta. Tworzył ją ogromny owalny trawnik. U wjazdu na dziedziniec, naprzeciw pałacu, rosła grupa olbrzymich topól nadwiślańskich.

Ściśle z pałacem powiązany był stojący po jego lewej stronie pawilon, noszący do końca miano „starej kuchni”.

Po zainstalowaniu kuchni w przyziemiu domu mieszkalnego, pawilon ten przeznaczono na inne cele. Był on budynkiem parterowym, pięcioosiowym, ze zwróconą w stronę dziedzińca elewacją południową rozczłonkowaną półkolumnami i półkoliście zamkniętymi płycinami, mieszczącymi prostokątne drzwi i okna. Elewację frontową wieńczył szeroki gzyms profilowany. Ponad budynkiem tym wznosił się belweder z wielkim oknem półkolistym, zamknięty także bardzo wydatnym gzymsem profilowanym. Elewacja północna „starej kuchni” miała podobno kształt półkolisty. Pawilon ten podziemnym korytarzem łączył się bezpośrednio z kuchnią nową.

Szeroka aleja, prostopadła do wjazdowej, wychodząca z dziedzińca paradnego pomiędzy oficyną a kuchnią, wiodła do powiązanego także z rezydencją kościoła, oddzielając równocześnie park od zabudowań gospodarczych. Świątynia ta wznosiła się wprawdzie w pobliżu pałacu, ale po drugiej stronie traktu publicznego.

Kościół strzyżawiecki pod wezwaniem Matki Boskiej Bolesnej, który Chłopicki określił jako „arcypiękny” i „czysto włoski” ufundowany został przez Mikołaja Grocholskiego w 1827 r. Konsekrował go w 1838 r. biskup kamieniecki Mackiewicz. Projekt tej, niewielkiej rozmiarami, ale ciekawej pod względem architektonicznym świątyni pochodzić miał od tego samego architekta, który budował pałac. Otrzymała ona plan zasadniczy prostokąta. Fasadę akcentował pozorny ryzalit, rozczłonkowany płycinami, zamknięty trójkątnym frontonem, z dachem wspartym na kroksztynach. Główne wejście obejmował portyk wgłębny, złożony z dwóch kolumn toskańskich. W elewacjach dłuższych, bocznych, na obu krańcach występowały także jednoosiowe ryzality, zamknięte frontonami półkolistymi. Kształt półkolisty miała także apsyda. Wszystkie, mocno horyzontalnie żłobkowane elewacje, pod wieńczącymi kroksztynami obiegał fryz z tryglifami i rozetami w metopach, identyczny jak w portyku pałacu. Dominantę bryły kościoła stanowiła wieżyczka w postaci zgrabnej gloriety, otoczonej kolumienkami jońskimi, z kulą i krzyżem u szczytu.

Wnętrze miało tylko jedną nawę o sklepieniu kolebkowym oraz szesnaście podobnie sklepionych okien w dwóch kondygnacjach. Były trzy ołtarze. W wielkim, ozdobionym sześcioma białymi, stiukowymi kolumnami, wisiał duży obraz Matki Boskiej Bolesnej przedstawionej w postaci stojącej, ze złożonymi rękoma i wbitym w pierś mieczem. Po bokach, na tle czarnego aksamitu, wisiały liczne wota. Balustrada przed romaniką, początkowo drewniana, zastąpiona została przez Tadeusza Grocholskiego białą marmurową, bardziej z całością harmonizującą.

Także mensa, zakończona pozłacanym tabernakulum, wykonana była ze sztucznego marmuru.

W prawym ołtarzu bocznym znajdował się obraz Przenajświętszej Rodziny a w lewym Wieńczenie Chrystusa cierniową korona. Wszystkie je malował Thumer, uczeń Friedricha Overbecka. Sprowadził je zaś z Włoch ks. Stanisław Chołoniewski, brat Emilii Mikołajowej Grocholskiej. Ściany kościoła pokrywał stiuk z płaskorzeźbami. Na gzymsach stało osiem urn gipsowych, a ponad gzymsami – cztery. Posadzka wyłożona była kamiennymi płytami. Ozdobną ambonę przysłaniała od wejścia gobelinowa kotara. Naprzeciwko ambony, po prawej stronie, wisiał duży obraz Wniebowzięcia Matki Boskiej, kopia Murilla, wykonana przez Jana Zasiedatela.

Sztychowane na atłasie obrazy stacyjne chronione były pod szkłem.

Drzwi umieszczone na prawo od wielkiego ołtarza prowadziły do pokoiku przechodniego, w którym stały komody, wypełnione kapami i ornatami. Nad drzwiami do zakrystii w złotej ramie wisiał portret fundatora kościoła, malowany przez Tadeusza Grocholskiego. Natomiast wewnątrz zakrystii, obok dużego krzyża, umieszczono na ścianach portrety biskupów. Po stronie lewej wielkiego ołtarza znajdowały się drzwi, przez które wchodziło się do izby, służącej w wielki piątek jako „ciemnica”. Obok kościoła dworskiego stała plebania i dzwonnica.

Kaplica grobowa. Wśród lasu, na wysokiej granitowej skale, wrzynającej się w środek rzeki Boh, wznosiła się kaplica – mauzoleum rodziny Grocholskich ze Strzyżawki i Pietniczan, wybudowana według projektu architekta Laeufera.

Miała ona plan prostokąta, z ryzalitami po bokach i od frontu. Ryzalit frontowy mieścić miał główne drzwi wejściowe, zamknięte półkoliście. Wszystkie elewacje tego budynku pokrywały bonie, wieńczył zaś gzyms kroksztynowy. Pozbawioną okien kaplicę nakrywała kopuła z bębnem wyposażonym w okna, oświetlające z góry wnętrze. W podziemiach grzebano ciała zmarłych dziedziców obu miejscowości od chwili, gdy w 1832 r. rząd carski skasował zakon oo. Dominikanów w Winnicy.

Groby rodzinne Grocholskich mieściły się bowiem dotąd w podziemiach tego klasztoru, ufundowanego przez Michała Andrzeja Grocholskiego, sędziego ziemskiego bracławskiego.

Drzwi wejściowe do kaplicy zamykane były za pomocą dużej kamiennej płyty, bez żadnego napisu. Dopiero po jej usunięciu i zejściu po kilkunastu stopniach w dół, natrafiało się na żelazne drzwi, za którymi mieścił się właściwy grobowiec. Była nim obszerna, wykuta w skale sala z wnękami na trumny. Mogło ich tam stanąć 20 górą i tyleż w rzędzie dolnym. Budynek ten długi czas stał zamurowany, gdyż nie wolno go było używać jako kaplicy. Dopiero w 1866 r. uzyskano pozwolenie na złożenie w jego podziemiach ciała zmarłego właśnie Henryka Grocholskiego, a w 1872 r. jego małżonki Ksawery, fundatorów kaplicy. Następnie, w 1888 r., po wielu usilnych staraniach, władze rosyjskie udzieliły swej zgody na przewiezienie z cmentarza strzyżawieckiego, gdzie dotąd spoczywały, zwłok Michała Grocholskiego, starosty zwinogrodzkeigo. Równocześnie też przeniesiono doczesne szczątki synka Henrykostwa Grocholskich, Władysława. Cała ceremonia musiała jednak odbyć się w jak największej tajemnicy i nawet miejscowy proboszcz nie mógł wziąć w niej udziału.

Według obowiązujących przepisów wejście do mauzoleum musiało być stale zamurowane aż do 1905 r., gdy Tadeuszowi Grocholskiemu udało się uzyskać od gubernatora Eulera zezwolenie na zrobienie drzwi od strony Bohu. Towarzyszyło mu wszakże zastrzeżenie, że nie wolno od wewnątrz urządzać niczego, co przypominałoby nabożeństwa katolickie.

Wmurowując te potężne drzwi, skorzystano jednak z nadarzającej się sposobności, aby zrobić w kaplicy posadzkę z płyt marmurowych.

O postawieniu normalnego ołtarza na razie nie mogło być mowy. Wobec tego Tadeusz Grocholski na masywnej miedzianej blasze wymalował postać Chrystusa ukrzyżowanego naturalnej wielkości (wg fotografii z obrazu Bonnata) i tym obrazem przyozdobił puste na razie wnętrze.

Na wprost wejścia umieszczono równocześnie krzyż drewniany, także z postacią Chrystusa. Wreszcie, po upływie kilku dalszych lat, otrzymał Grocholski upragnione zezwolenie na wzniesienie ołtarza, co jednak znów stać się miało bez najmniejszego rozgłosu.

Ołtarz ten, wykonany w Odessie z białego marmuru, według rysunku Tadeusza Grocholskiego, nadał już mauzoleum rodzinnemu zdecydowanego charakteru kaplicy, ale zgodę władz na odprawienie w niej mszy żałobnej za spoczywających w podziemiach zmarłych uzyskano dopiero po dalszych kilku latach starań i zabiegów.

Mszę taką wolno było odtąd odprawiać w rocznicę śmierci każdej z pochowanych w kaplicy osób. W 1907 r. pochowano w kaplicy na skale Stanisława Grocholskiego z Pietniczan, a w 1913 r. jego brata Tadeusza ze Strzyżawki, który tyle jej poświęcił starań.

W czasie rewolucji rosyjskiej udało się Tadeuszowi hr. Grocholskiemu jun. (1887 – 1920). Synowi Tadeusza sen. I Zofii z hr. Zamoyskich, przewieść portrety rodzinne do Winnicy, gdzie jakiś Rosjanin, chcąc ratować zabytki kulturalne z okolicznych dworów od zagłady ostatecznej, utworzył „Muzeum Narodowe”.

Tylko biblioteka i sztychy, wśród których były egzemplarze sięgające XVI w., w drodze do Winnicy zostały zrabowane, wywiezione na kolej, a następnie w głąb Rosji, gdzie przepadły.

Dnia 18 stycznia 1918 r. pałac w Strzyżawce został splądrowany, a następnie spalony. Przez dalszych kilkadziesiąt lat istniały jeszcze tylko resztki pięknego niegdyś parku oraz mury kościoła, częściowo w ruinie, zamienionego na magazyn.

W tym samym roku co pałac splądrowane zostały także groby w mauzoleum nad Bohem. W 1920 r., podczas wyprawy kijowskiej, Henryk Grocholski odebrał z muzeum winnickiego portrety rodzinne i inne pamiątki i przewiózł je do Warszawy. Wśród uratowanych w ten sposób przedmiotów znajdowało się popiersie Julii z Grocholskich Poniatowskiej, komoda mahoniowa z ozdobami ze złoconego brązu, inkrustowana medalami i mieszcząca ukryte szufladki na szczególnie cenne numizmaty, stół mahoniowy z nogami zakończonymi kopytkami, a u góry baranimi głowami podtrzymującymi blat, staroświeckie biurko, fortepian ze szklanymi misternie zawieszonymi klawiszami, krzesło mahoniowe a la Recamier, łóżko i szafa Boulle, para łóżek mahoniowych z lwimi głowami, porcelana saska na 36 osób i drugi podobny komplet biały ze złoconym brzegiem, kryształy. Wszystko to uległo zniszczeniu w czasie Powstania Warszawskiego w 1944 r.

Była piękna Strzyżawka owiana legendami i podaniami, do czego przyczyniały się m.in. liczne, otoczone wałem kurhany, rozsiane po „Czarnym lesie”, porośniętym wspaniałymi jesionami, dębami, brzostami, lipami, wiązami i grabami, podszytymi głęboko krzewami. Największy z nich nosił miano „Piwniowej mohyły” (mogiły koguciej).

Opowiadano więc, że gdy na mogile kogut zapieje, nastanie koniec świata.

Jeden z tych kurhanów został przed 1914 r. rozkopany i zbadany naukowo.

Znaleziono w nim szczątki wojownika, jego żony i konia, z dobrze zachowanymi rozmaitymi ozdobami w postaci broszy, bransoletki, kolczyków i pierścieni.

Poza tym na terenie dworskim znajdował się cmentarz turecki, powstały w 1877 r., gdy w pałacu mieścił się szpital dla jeńców tej narodowości.

Staraniem Tadeusza Grocholskiego cmentarz zabezpieczony został głębokim rowem i obsadzony drzewami. Później dziedzic Strzyżawki postawił na nim pomnik z białego marmuru, zaopatrzony w odpowiedni napis turecki i zwieńczony półksiężycem z gwiazdą. Sułtan Abdul Hamid, dowiedziawszy się o tym, przysłał Tadeuszowi Grocholskiemu order Medżidje I klasy ze wstęgą.

Roman Aftanazy „Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej, województwo bracławskie” Zakład Narodowy imienia Ossolińskich Wydawnictwo, Wrocław 1996

„Historya Strzyżawki na Podolu koło Winnicy”
Zofia z Zamoyskich Tadeuszowa Grocholska

„Najdawniejsze dokumenta Strzyżawieckie jakie posiadaliśmy, były z XV w.

Opis grodu „Striżawka” opiewał że: Właścicielem był Dmytro Striżawskij, że znajdowało się tam sześć czy osiem cerkwi Unickich a o wiorstę od grodu Strzyżawka, na wyniosłej skale granitowej występującey w środek rzeki Boh, stał Monastyr (Klasztor) Księży Bazylianów. Strzyżawka kolejno przechodziła z rąk Dmytra Striżawkoho, do XX. Lubomirskich następnie do Potockich herbu Pilawa. W początkach szesnastego stulecia Łukasz z Grabowa Grocholski pierwszy z Rodziny przeniósł się z ziemi Sandomierskiej na Podole i tu nabył majątek. Prawnuk Łukasza z Grabowa Grocholskiego Job – Ludwik żonaty z Leniewiczówną h. Półkozic oddaje synowi swemu Michałowi majątki na Wołyniu Hryców i Tereszki, a na Podolu Strzyżawkę nabytą od Potockich.

Michał z Grabowa na Hrycowie Grocholski (jak się zwykł podpisywać). Sędzia Ziemski Bracławski ożenił się z Anną Rdzimińską, córką Michała Radzimińskiego stolnika Czernichowskiego i Kamieńskiej h. Ślepowron.

Po śmierci jedynego brata Marcina Radzimińskiego zmarłego bezpotomnie majątki Jego przeszły na Annę Michałową Grocholską, jako wiano: majątki Pietniczany w Woronowica strasznie obdłużone, dopiero po długoletnich zabiegach Sędzia Michał Grocholski zdołał je oczyścić od zastawów i pretensyi wyswobodzić.

Michał z Grabowa Grocholski Sędzia Ziemski Bracławski z kolei oddaje swoim dwóm synom:

Marcinowi: Pietniczany, Stadnicę, Michałówkę, Strzyżawkę na Podolu, Hryców na Wołyniu.

Franciszkowi Miecznikowi Grocholskiemu zaś: Tereszki i Woronowicę.

Marcin z Grabowa Grocholski Wojewoda ożeniony z Cecylią Chołoniewską h. Korczak (córką Adama Myszka-Chołoniewskiego kasztelana buskiego i Salomei z Kątskich h. Brochwicz) miał pięciu synów:

1. Jan Duklan z Grabowa Grocholski, oboźny z rangą generała otrzymał majątek na Wołyniu Sudyłków.
2. Adam poległ śmiercią bohaterską przy boku Kościuszki pod Maciejowicami 1.X. 1794.
3. Michał Starosta Zwinogrodzki odziedziczył Pietniczany, Stadnicę, Michałówkę i Hubczę na Wołyniu.
4. Mikołaj Marszałek Szlachty, następnie Gubernator Podolski – dostał Strzyżawkę.
5. Ludwik na Hrycowie na Wołyniu osiadł.

Mikołaj z Grabowa Grocholski syn Wojewody Bracławskiego Marcina z Grabowa Grocholskiego i Cecylii z hrabiów Myszka-Chołoniewskich ur. 1782 zm. 1864 w Kamieńcu na Podolu.

Fundator Klasztoru Panien Wizytek w Kamieńcu, gdzie przełożoną była rodzona Siostra Emilii Mikołajowej Grocholskiej Marya-Cecylia Chołoniewska, siostra księdza Stanisława Chołoniewskiego.

Żona Mikołaja Emilia z Hr. Chołoniewskich powiła tylko jedną córkę Maryę, która doszedłszy do lat poślubiła Wojciecha Dzierżykraj-Morawskiego. Ten po owdowieniu wstąpił do stanu duchownego w 1858 r. Umarł w Oporowie 26.8.1875. Zmarły był wielkiej pobożności i gorliwości kapłanem i gorącego patryotyzmu.

Marya z Grocholskich Wojciechowa Morawska miała trzech synów i jedną córkę.

1. Maryan Jezuita,
2. Stanisław, który w młodości zachorował i życie przepędził w domu zdrowia i tam umarł,
3. Córka Marya wstąpiła do Urszulanek,
4. Syn trzeci Józef. Ten ostatni odziedziczył majątek Strzyżawka.

Józef Morawski był to letkiewicz, nie miał przywiązania do majątku Strzyżawka, chciał ją sprzedać i już pertraktował z Rosyaninem… Gdy się Grocholscy o tem dowiedzieli zaraz Tadeusz Grocholski który w tym czasie bawił w Paryżu i pracował pod kierunkiem znanego malarza portretów mistrza „Bonnat”, rzuca wszystko i przybiega na Podole ratować majątek Rodowy z Kościołem i Kaplicą z Grobami Rodzinnemi.

Ponieważ Ukaz Cesarski zabraniał w tak zwanych przez Moskali „Prowincyach Zabranych” to jest ma Podolu i Wołyniu nabywać majątki Polakom, w razie gdyby Polak zmuszony był majątek sprzedać z powodu złych interesów zmuszony był sprzedać tylko Moskalowi.

Aby ziemi Rodzinnej nie oddawać w ręce wroga, umyślono robić układy między stronami jako niby trzydziestoletniej dzierżawy, podpisywano kontrakt u notaryusza w wszelkiemi formalnościami, ale była to sprzedaż i kupno. W taki to sposób Morawski Józef nie mając przywiązania do Strzyżawki, a z powodu długów nie mogąc się na majątku utrzymać sprzedał Strzyżawkę kuzynowi swemu Tadeuszowi Grocholskiemu. Oszacował majątek Felix Sobański z Obodówki.

Kiedy hr. Tadeusz Grocholski obejmował w posiadanie majątek Strzyżawiecki w 1877 roku było to w czasie wojny Rosyjsko – Tureckiej. Dla pomieszczenia rannych jeńców, Rząd Rosyjski wynajął był pałac w Strzyżawce na szpital, wszystkie pokoje były Zajęte temi biedakami, którzy zziębnięci garnęli się koło kominka w salonie, gdzie stale płonął ogień. Dużo bardzo, bo o ile słyszałam, z górą czterystu umarło tych Muzułmanów z zimna. Zima wtedy była bardzo sroga.

Jeszcze kiedy Hr. Tadeusz Grocholski żenił się z Zofią Zamoyską w 1886 roku kończono odnawiać Białą Salę stiukową i takąż niebieską.

Pracowali nad tem pod okiem Pana Jana Zasiedatela (artysty – malarza przyjaciela Hr. Tadeusza Grocholskiego) specyaliści od tego rodzaju prac, bracia Panowie Skwarczyńscy osiedleni w Winnicy. Kiedy pokoje zostały oczyszczone, znoszono ze strychu meble mahoniowe pięknie wykonane i rzeźbione niektóre, a wszystkie stylowe. Odnawiał je i odświeżał, politurował miejscowy stolarz Kołaczkowski.

Kiedy wszystko było gotowe, Tadeusz Grocholski zjechał z żoną i już razem urządzali mieszkanie. Życie płynęło spokojnie i pracowicie.

Po paru latach, Józef Morawski roztrwonił wszystko co wziął za sprzedaż majątku, przyjechał do Strzyżawki żądając by Grocholski mu jeszcze coś dopłacił, bo nie ma z czego żyć z żoną i dziećmi. Obałamucony przez miejscowych Żydów z miasteczka Strzyżawki Zejłyka Chmielnickiego i Reichera, którzy mu tłumaczyli, że może im sprzedać lasy za co zyska trochę pieniędzy, mimo że Morawski gościł u P.P. Grocholskich, sekretnie pertraktował z Żydami i pod ich wpływem napisał list do Generał Gubernatora Kijowskiego „Drentelna” zdradzając układ z Grocholskim. Generał Gubernator wytoczył proces Hr. Grocholskiemu w 1886 roku.

W pierwszej instancyi w Kamieńcu Tadeusz Grocholski sprawę wygrał. Drenteln nienawidzący Polaków, wściekły że nie po jego myśli sprawę rozstrzygnięto, pojechał do Kamieńca, okropnie złajał sędziów, mówiąc że on jest ostatnim tomem prawa i że tak sądzić powinni jak on chce. Sędziów wyrzucił i posad pozbawił.

Po pewnym czasie Drenteln apelował do wyższej instancyi, do tak zwanej „Pałaty” w Odessie. Tam, sędziowie przestraszeni zajściem w Kamieńcu i losem sędziów, sprawę rozstrzygnęli według woli Gen. Gubernatora Drentelna Kasując Kontrakty trzydziestoletniej dzierżawy.

Sprawa z kolei poszła do Petersburga do Senatu, który jak było we zwyczaju wyrok Pałaty Odeskiej zatwierdził. Żydzi wyżej wymienieni, znowu podeszli Józefa Morawskiego, perswadując mu że kiedy kontrakty dzierżawne skasowano, on, Józef Morawski wraca w posiadanie majątku Strzyżawka. Morawski potrzebował pieniędzy, uległ namowom i lasy za nizką cenę Żydom sprzedał.

W tym czasie Generał Gubernator Drenteln na Rewii którą odbywał na placu przed kościołem katolickim w Kijowie, spadł z konia i rażony apoplexią życia na miejscu dokonał.

Na jego miejsce zjechał do Kijowa Hrabia Ignatieff, człowiek światowy, niby dobrze wychowany, Oficer Konnej Gwardyi (przed przybyciem do Kijowa był w Turcyi, a że sławnie mijał się z prawdą nazwano go ram „Mentir Pasha”).

Ponieważ bardzo pamiętano w Rossyi na stosunki koleżeńskie wojskowe, choć Ignatieff o wiele lat później służył w Konnej Gwardyi niż Hr. Tadeusz Grocholski, jednak mogło to dopomóc sprawie Strzyżawieckiej. Hr Grocholski pojechał do Kijowa, całą sprawę Strzyżawiecką mu przedstawił. Gen. Gubernator Ignatieff, był zawziętym wrogiem Żydów, gorąco sprawą Strzyżawiecką się zainteresował, nie dla ratowania Obywatela Polaka, ale żeby Żydom dokuczyć; Wytoczył proces kryminalny Żydom. Długo się Żydzi ukrywali, wywiezli nawet ze sobą Józefa Morawskiego, do Wrocławia, dokąd Hrabia Grocholski podążył, chcąc z Morawskim polubownie sprawę sprzedaży lasów zakończyć. Ale Józef strzeżony dobrze przez Żydów jeszcze bardziej się ukrywających i do spotkania nie doszło. Żydzi ciągle ścigani mając dosyć tego niespokojnego życia wynalezli Moskala, Xięcia Meszczerskiego, człowieka używającego najgorszej reputacyi. Xiąże Meszczerski chciał mieć majątek z pałacem, chętnie więc kupił od Żydów kontrakty na lasy dane Żydom przez Morawskiego. Okazało się, że Xiąże Meszczerski jest bratem żony Hr. Ignatiewa.

Dowiedziawszy się o tym Hr. Grocholski podążył do Kijowa. Mówi Ignatiewowi że zapewnie nie wiedział Xiąże Meszczerski o sprawie tego, kupił lasy Strzyżawieckie od Żydów, którzy prawa do tego nie mieli.

Na to Ignatieff, który przez dłuższy czas niby sprzyjał Hr. Grocholskiemu w wyszukiwaniu Żydów, raptem zwinął chorągiewkę i te słowa wypowiedział:

„Que voulez-vous que je fasse? Vous avez votre Morawski, moi, j’ai non Meszczerski! Arrangez Vous avec lui”.

Pewnego dnia wracałam z Pietniczan „traktem” drogą z Winnicy do Berdyczowa, wracałam do Strzyżawki po odwiezieniu mojej bratowej Wandy z Zamoyskich Stanisławowej Grocholskiej, spotykam kocz nas mija. W koczu sprawnik z jakimś mężczyzną nieznajomym, na koźle jako furman kacap który po rossyjsku ubrany czwórką w porącz powozi………. Kiedy nas minęli…… Furman nas Franciszek Przeklasa, obraca się do mnie i mówi: „To sprawnik wprowadza Xięcia Moszczerskiego w posiadanie lasów!”……

Od tego dnia przy wrotach do lasu byli nasi Kozacy i kłódki nasze, a także gajowy Meszczerskiego i kłódka przy wrotach Xiążęca. Nie pozwalali nam ci obcy z lasu ani gałązki wywieźć. Położenie było niemożliwe. Po długim czasie i długich pertraktacyach, jazdach Hr. Grocholskiego do Kijowa, Petersburga, Odessy itd. Nakoniec Meszczerski zdecydował się odstąpić kontrakty żydowskie na lasy Hr. Grocholskiemu, który odkupił je po długich targach za szalone pieniądze, byle ratować polską ziemię, rodowy majątek z kościołem zbudowanym przez Hrabiego Mikołaja Grocholskiego i kaplicą z grobami Rodzinnemi Grocholskich.

Kilka lat minęło, Józef Morawski który na nowo był wzięty w Kuratelę (niestety za późno) opiekunem był Doktór Franciszek Chłapowski. Józef zmarł zostawiając żonę i czworo dzieci – 3 synów i córkę.

Ponieważ kontrakty dzierżawne były skasowane ((przez wyrok Pałaty w Odessie) jedynym wyjściem dla pozostania w majątku było drogą sukcessyi dochodzić swoich praw. Wszyscy członkowie Rodziny Grocholskich zrzekli się wszelkich praw do sukcessyi. Jeden tylko Hr. Tadeusz Grocholski stawił się i na mocy sukcessyi pozostał w Strzyżawce właścicielem.

Zdawało się, że już spokój nastąpił niczem niezakłócony, ale…… Generał Gubernator Ignatieff pragnął bądź co bądź zdobyć Strzyżawkę dla siebie……. Napisał więc list poufny do Ministra Spraw Wewnętrznych prosząc, aby pod jakimkolwiek pretekstem wysiedlił Hr. Grocholskiego z Guberni Podolskiej, „bo sobie z nim rady dać nie może!”. Znalazł się jednak uczciwy człowiek, adwokat Miecznikof, Rossyanin, z Kancelaryi Gen Gubernatora, który zatelegrafował do Hr. Grocholskiego, aby natychmiast przyjechał do Kijowa. A gdy Hrabia przyjechał, wtedy zawiadomił Go o grożącym Mu niebezpieczeństwie, da mu kopię swego poufnego listu, z tą kopią Grocholski bezzwłocznie udał się do Petersburga.

Tu należy powiedzieć, że z Ukazu Cesarza Aleksandra Tadeusz Grocholski mając lat piętnaście został wywieziony z domu Rodziców z Pietniczan na Podolu aby być wychowany w Korpusie Paziów.

W 1854 roku wywieziony został kibitką między dwoma żandarmami. Dojechawszy do Petersburga spotkał się tam z bratem swoim starszym Stanisławem, który służył już wtedy w Konnej Gwardyi razem z Xciem Romanem Sanguszką, Tomaszem Zamoyskim, Stanisławem Trembickim, Kazimierzem Mołodeckim itd.

Ponieważ Korpus Paziów używał bardzo złej reputacyi, wyżej wymienieni postanowili ochronić Tadeusza od Korpusu Paziów i uprosili Panią Stefanię Chrapowicą z domu Xkę Radiwiłłównę (mającą dużo znajomych dyginiarzy, do których uczęszczała dla swoich interesów) aby się sprawą Tadeusza zajęła i zacna ta Pani wyrobiła Tadeuszowi wstąpienie do Szkoły Podchorążych Gwardyjskich. Dyrektorem tej szkoły był (Finlandczyk czy Szwed) Generał Southhof, zacny, prawy i uczciwy człowiek. Tadeusz miał tam kolegów, którzy z czasem doszli do wysokich stanowisk. Razem z Tadeuszem wyszedł oficerem ze Szkoły Podchorążych Hrabia Waldemar Freederiksz, najwierniejszym był przyjacielem przez całe życie.

Gdy w kłopocie Grocholski udał się do Hrabiego Freederiksza, zajmował on stanowisko Ministra Dworu; Dowiedziawszy się o co chodzi, oburzony postępowaniem Ignatiewa…..wziął z rąk Grocholskiego kopię listu Ignatiewa i poszedł z nią wprost do Cesarza Mikołaja II.

Cesarz odczytał list Ignatiewa do Ministra Spraw Wewnętrznych, bardzo się oburzył i miał powiedzić Ministrowi Dworu Hr. Freederiksowi: „Nie Grocholski będzie wysiedlony, a Ignatieff pójdzie do Tweru!”

I tak się stało! Hr. Tadeusz Grocholski po trzydziestu latach wojny z Rządem Rossyjskim o dobra Strzyżawieckie, majątek Rodzinny, Ziemię Rodową, swoją wytrwałością i energią niespożytą sprawę wygrał i już spokojnie pozostał w Strzyżawce aż do śmierci, która nastąpiła w 1913 r. Pochowany w kaplicy nad Bohem w skale wychodzącej w środek rzeki”.

Przepisał Henryk K. Grocholski 25. II. 2003 r.

„Wiadomość o Kaplicy Grobowej na Skale w Strzyżawce”
(„czerpię z pamiętników Xawery Z Brzozowskich Henrykowej Grocholskiej” – Zofia Grocholska)

„…….. w roku 1834. zabraliśmy się do budowy Kaplicy na skale w Strzyżawce.

Tę skałę darował nam Stryj Mikołaj Grocholski. Raz Mu tam podwieczorek daliśmy na rozłożonym dywanie, skąd najpiękniejszy widok się przedstawiał. Patrząc na nas młodych i kochających się, a do niego przywiązanych, tak czuł się szczęśliwy, iż dla zbliżenia nas do Strzyżawki, darował nam tę skałę radząc, byśmy sobie na niej jakiś wiejski pałacyk zbudowali, gdziebyśmy lato w sąsiedztwie Jego spędzali. Gdy jednak w roku 1832 zabrali (skonfiskowano) na cerkiew prawosławną Kościół Ojców Dominikanów w Winnicy na Podolu (kościół i klasztor wybudowane przez Michała Sędziego Grocholskiego) gdzie były groby Familijne Grocholskich, podawane przez nas do Cesarza Mikołaja I prośby, tylko tyle wskórały, że popom nakazano modlić się za fundatorów kościoła i grobów ich nie tykać, a tylko zmienić napisy grobów na rossyjski język.

Wtedy postanowiliśmy zbudować na Skale Strzyżawieckiej Kaplicę Grobową i przenieść tam spoczywające pod kościołem Dominikanów zwłoki familijne. Począwszy od Michała Grocholskiego Sędziego Ziemskiego bracławskiego i Jego żony z Luba-Radzimińskich (fundatorów) wszyscy ich potomkowie w sklepach tych pogrzebani. Spoczywali tam Wojewoda Marcin Grocholski, żona jego Cecylia z Chołoniewskich, Matka Męża mego Felicya – Maryanna ze Śliźniów Michałowa Grocholska i kilkoro dzieci, które w młodym wieku potracili.

Sprowadzony do Janowa (przez Chołoniewskich) architekt Laeufer plan na tę kaplicę podał i na inne budynki w Pietniczanach”. Dalej pisze już słowa własne Zofia z Zamoyskich Tadeuszowa Grocholska: „Kaplica zbudowana, zamurowana długi czas stała. Pod kaplicą znajdowała się dość obszerna sala wykuta w skale w półkole z niszami wykutemi na trumny dwanaście nad niemi drugich dwanaście. Wejście z zewnątrz zamknięte było olbrzymią płytą kamienną bez napisu. Usunąwszy płytę schodziło się po kilkunastu schodach, tam żelazne ciężkie drzwi zamykały grobowiec. Nisze, gdzie już spoczywali Nieboszczycy, były zamurowane i zamknięte wielkimi płytami z białego marmuru z wykutemi napisami kto w danej niszy spoczywa.

Spoczywali zaś:

1. + 1833 r. Michał Grocholski Starosta Zwinogrodzki,
2. + 1842 Władysław synek Henryka i Xawery,
3. + 1866 Henryk Grocholski syn Michała Starosty,
4. + 1872 Xawera z Brzozowskich Henrykowa Grocholska,
5. + 1907 Stasiunio synek Tadeusza i Zofii z Zamoyskich,
6. + 1907 Stanisław pan na Pietniczanach syn Henryka i Xawery,
7. + 1913 Tadeusza pan na Strzyżawce syn Henryka i Xawery.

Kaplica oświecona z góry, wewnątrz z prawej i lewej strony były kiesetony dla wmurowania tablic z napisem kto na dole w grobowcu spoczywa.

Na wprost wejścia stał ołtarz biały marmurowy wykonany w Odessie według rysunku Tadeusza Grocholskiego, nad ołtarzem wisiał wielki krzyż, na którym Chrystus malowany na miedzianej blasze przez znanego mistrza Francuza Bonnat, a wykonany przez Tadeusza Grocholskiego. Podłoga z płytek marmurowych, wyścielona matami z Tilii latifolia.

Sześć dużych lichtarzy posrebrzanych.

Krzyż stojący na ołtarzu.

Cztery klęczniki (z Podzamcza).

Poniżej kaplicy na skale stał krzyż kamienny biały na podmurowaniu.

Widok stamtąd wspaniały na Boh tuż u podnóża skały a płynący ku Winnicy. Otoczenie kaplicy od strony Bohu bokami sosny, świerki, dęby, drobne krzewy. Obszar całego tego ustronia mógł mieć około…………. Ponieważ wieś Słoboda Strzyżawiecka graniczyła z tym kawałkiem ziemi Tadeusz Grocholski otoczył go wysokim murem, w którym była wielka brama i furtka tuż obok chaty dla stróża, starego zasłużonego sługi, który razem z żoną sobie mieszkał i pilnował kaplicy, ścieżki grasował, zimą śnieg odgarniał.

Kopiąc rów na fundament pod mur okalający tę posiadłość z kaplicą, natrafiono na kilka garnków z monetami Zygmunta I, Zygmunta Augusta, Stefana Batorego, Zygmunta III najwięcej.

Kaplica stała długie lata zamurowana dopiero w 1867 roku otrzymano pozwolenie na złożenie do grobowca zwłok śp. Henryka Grocholskiego, który umarł w Odessie w 1866 roku a w 1872 r. zmarła P. Xawera z Brzozowskich Henrykowa Grocholska. Zwłoki Jej zostały złożone obok Jej męża w grobowcu na skale.

W 1889 roku dopiero Tadeusz Grocholski otrzymał pozwolenie przeniesienia z Cmentarza Strzyżawieckiego spoczywających tam od 1833 roku zwłok Dziada Michała Grocholskiego Starosty i małego Władzia który żył tylko 22 dni i zmarł w 1842 roku.

I znowu lata całe mijały, dopiero gdy w Kamieńcu Podolskim został Gubernatorem Gen Euler, pozwolił zrobić drzwi do kaplicy od strony Bohu, wykonano je w Odessie według wskazówek Hrabiego Tadeusza Grocholskiego, ale ponieważ pozwolenie Fen. Eulera było z zastrzeżeniem żeby w kaplicy nie było nic co przypominałoby nabożeństwo, oczyszczono tylko wewnątrz ściany i otynkowano, wmurowano tablice marmurowe w kiesetony, przygotowane już dawniej dla spoczywających już od dawna osób. Ułożono posadzkę z płytek marmurowych i powieszono wielki krzyż zrobiony z desek pomalowanych na czarno i tylko od czasu do czasu kaplicę przewietrzano.

Kiedy w czasie Wojny Japońskiej (1905 r.) zawiał jakiś łagodniejsze prąd, Tadeusz Grocholski udał się do Kamieńca do Gubernatora Eulera by prosić o pozwolenie postawienia ołtarza i odprawienia Mszy świętej żałobnej. Euler w gruncie dobry człowiek pozwolił ale tylko w rocznicę śmierci spoczywających w grobowcu.

Na pierwszą Mszę św., którą odprawił Ksiądz Proboszcz Strzyżawiecki Kacper Mirocki, zjechała Rodzina: Stanisław Grocholski pan na Pietniczanach z żoną Wandą z Zamoyskich i troje dzieci: Marynia, Zdziś i Halusia, Tadeusz Grocholski z Zofią z Zamoyskich i ich sześć dzieci: Tadeusz, Remigiusz, Zosia, Michał, Anna, Henryk, Xawery, Helena z Grocholskich i Jan Brzozowski z dziećmi: Jadwigą, Władysławem, Zofią, Anną i Tadeuszem.

Wzruszający był to widok to Nabożeństwo pierwsze w kaplicy od tak dawna czekającej na to.

Cudowna pogoda, widok wspaniały na Boh, za Bohem łąka z pasącemi się krówkami, z lewej strony Pałac Strzyżawiecki, na prawo wijący się Boh w oddaleniu Winnica a naprzeciw za łąką i traktem las dębowy.

Dla pamiątki wpisuję tu „ostatnie słowa” wykute na tablicy marmurowej w kaplicy : „Mes enfants aurevoir au Ciel”.

Tak umierając żegnała P. Xawera Grocholska swoje dzieci:

Ręczniczki, korporał, palka obszyte koronką roboty przełożonej Karmelitanek Bosych Matki Steinmetz i Matki Xawery (Maryi z Grocholskich Czartoryskiej).

Helena Brzozowska z Grocholskich ofiarowała do kaplicy sześć lichtarzy posrebrzanych, jeden krucyfix, jeden ornat żałobny z przyborami.

Wanda z Zamoyskich Grocholska dała obrus na ołtarz.

Urządzeniem wszystkiego i ustrojeniem kwiatami całym porządkiem zajął się Tadeusz Grocholski.

W 1918 roku grobowiec został splądrowany. Tadeusz syn Tadeusza nowe trumny kazał zrobić i przełożyli z X. Lewińskim zmarłych z rozbitych trumien do nowych i zamurowali”.

Przepisał Henryk K. Grocholski 25.III.2003
 

Pałac w Strzyżawce na Podolu po pogromie 1918/1919.

Mapa majątków Pietniczańskiego i Strzyżawieckiego

 

Spis parafian w Strzyżawce na Podolu z DAChO – Derzawnyj Archyw Chmielnickoj Oblasti. Otrzymano dzięki uprzejmości Adama A. Pszczółkowskiego

Rok 1860
DAChO 685-2-905

 

Rok 1861
DAChO 685-2-906

 

Rok 1864
DAChO 685-2-907

Historia kościoła w Strzyżawce na Podolu – po ukraińsku

http://www.library.vn.ua/Konf2010/texts/9_3.htm

 

Sudyłków

Ściągnij Roman Aftanazy – Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej. Sudyłków (PDF)

W XVI w. Sudyłków wchodził w skład klucza zasławskiego. W XVII w. dobra tamtejsze były już jednak dziedzictwem rodziny Aksaków h. Własnego, osiadłej głównie w woj. kijowski. Synowie Jana Aksaka, podwojewodziego, a następnie sędziego ziemskiego w 1670 r. podzielili się sporą fortuną ojcowską w ten sposób, że miasteczko Sudyłków i wsie Białokrynica, Berezna, Łączyczna i Krasnosiółka, jak też duży obszar ziemi na Ukrainie, dostały się młodszemu z nich, Michałowi.

W połowie XVIII w. Sudyłkow należał do Stanisława Lubomirskiego, dziedzica równego i całego szeregu innych kluczy na Wołyniu i Ukrainie. Jako wynagrodzenie za popieranie jego sprawy w czasie "transakcji kolbuszowskiej", w wyniku czego otrzymał Lubomirski m.in. miasta Dubno i Stepań z należącymi do nich wsiami, oddał on Sudyłków Andrzejowi Mikołajowi Młodziejowskiemu (1717 – 1780), biskupowi poznańskiemu, kanclerzowi wielkiemu koronnemu.

Po jego śmierci dobra te nabył Jan Duklan Grocholski h. Syrokomla (ur. w 1762 r.), oboźny koronny, rotmistrz kawalerii narodowej szambelan króla Stanisława Augusta, żonaty z Urszulą Wisłocką. Po śmierci Jana majątek ów odziedziczył jego syn Rafał (ur. w 1798 zapewne w Sudyłkowie – zm. W 1848 lub 1850 r. we Florencji, bezżenny). Jako zamieszany w powstanie 1831 r., zmuszony był on emigrować za granicę, majętności zaś jego na polecenie gen. Bibikowa uległy konfiskacie. Od rządu rosyjskiego wyprocesował Sudyłków syn siostry Rafała Grocholskiego, Konstancji, zamężnej za marszałkiem starokonstantynowskim Józefem Szaszkiewiczem – Leonard Szaszkiewicz, który jednak sprzedał wkrótce odzyskane dobra Iżyckim.

W latach siedemdziesiątych lub osiemdziesiątych Jan Grocholski wybudował w Sudyłkowie pałac, na którego temat posiadamy tylko dwie krótkie wzmianki. Jedna z nich mówi, że budowla ta dekorowana była ciosowymi ozdobami i reprezentowała styl Ludwika XV, według innej odznaczała się "jak wszystkie ówczesne, wytwornym smakiem". Obok swej siedziby wzniósł też Grocholski niewielką domową kaplicę.

W pałacu swym przemieszkiwał lat kilkadziesiąt aż do śmierci, ale ponieważ "skąpstwem i nieznośną dumą chciał zatrzeć zbyt świeże wyniesienie się swoje, nie lubiano go w okolicy".

Pałac sudyłkowski istniał krótko, gdyż w 1859 r. strawiony został przez pożar. Wkrótce potem odwiedził Sudyłków T. J. Stecki, który zastał budynek bez dachu. Wyratowane z ognia sprzęty, kilka portretów rodziny Grocholskich i znaczna część biblioteki "w największym nieładzie" złożonych było wówczas w jakiejś szopie, na pastwę szczurów i moli. Nowi właściciele pałacu nie odbudowali.

Na temat przypuszczalnie ciekawej architektonicznie rezydencji Jana Grocholskiego nie istnieją zapewne żadne przekazy ikonograficzne.

Roman Aftanazy "Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej – Województwo wołyńskie"

Rogowo

ROGOWO [w]: Dawne Budownictwo Folwarczne „Majątki Wielkopolskie” T. I Powiat Gostyński
Red. Naukowa serii doc. dr hab. Jan Skuratowicz
Wyd. Muzeum Narodowe Rolnictwa i Przemysłu Rolno – Spożywczego w Szreniawie, strona 133.

Pierwsza historyczna informacja o wsi pochodzi z 1407 r., kiedy to R. należało do możnego rodu Awdańców. Na pocz. XVI w. stanowiło własność rodziny Pampowskich (Pępowskich), a od ok. 2 ćw. XVI w., Czackich. W 1622 r. właścicielką Rogowa była Elżbieta Bojanowska, a w końcu XVIII w. – pułkownik Andrzej Twardowski, po nim Mateusz Błociszewski konfederata barski.

Ok. 1794 r. wzmiankowany dzierżawca R. Cieśliński. Następnie R. należało do rodziny Kwiatkowskich. Od 1862 r. właścicielem dóbr był Piotr Albrecht Humblot, po którym w 1898 r. odziedziczyła je jego córka (?) Lertha Magnus z d. Humblot, a wkrótce Paul Magnus z Berlina.

W 1924 roku majątek przeszedł na własność Skarbu Państwa, od którego w tym samym roku zakupił go Remigiusz Grocholski z Grudziądza.

W latach 80 – tych XIX w. na terenie majątku znajdowały się 4 domy, w których mieszkało 125 osób. W 1881 r. powierzchnia dóbr wynosiła 321 ha, z czego 221.5 zajmowały pola, 26.22 ha łąki, 50.9 lasy, 9.11 pastwiska. W 1913 roku było tu 35 koni, 111 krów, 163 świnie. W 1926 r.

w Rogowie znajdowała się mleczarnia elektryczna i młyn. Gospodarstwo prowadziło także hodowlę ryb. Założenie pałacowe znajduje się w pn. części wsi R., po zach. Stronie drogi Niepart – Krobia i składa się z części rezydencjonalnej oraz z zespołu folwarcznego.

ZESPÓŁ REZYDENCJONALNY – złożony z pałacu i parku zajmuje zach. Część założenia.

PAŁAC wzniesiony na pocz. XX wieku na miejscu starszego dworu, widocznego na mapie z końca XIX w. Forma pałacu i elementy zdobnicze sięgają do późnego baroku, klasycyzmu i secesji. Budynek zwrócony fasadą na zach., murowany z cegły, podpiwniczony, dwukondygnacyjny, nakryty dachem czterospadkowym z belwederem na środku kalenicy. Wzniesiony na planie prostokątna. Od strony pn. znajduje się niższa przybudówka, mieszcząca wejście do pałacu. Elewacje tynkowane, ozdobione płycinami i pilastrami; wsch. Z dwoma płytkimi ryzalitami, dużym tarasem i balkonem na piętrze.

PARK krajobrazowy o pow. 3,9 ha pochodzi z XIX wieku.

ZESPÓŁ FOLWARCZNY połączony jest płynnie z częścią rezydencjonalną (fragment parku z pałacem otoczony jest z trzech stron budynkami gospodarczymi). Po wsch. Stronie podwórza gospodarczego rozciągają się stawy rybne. Główny wjazd na podwórze usytuowany był niegdyś pośrodku pierzei wsch., drugi zaś w narożu pn. – wsch. Obecnie wjazd znajduje się pośrodku pierzei pd. W pierzei pn. dziedzińca wznosi się piętrowy dom z 1899 r. (data na elewacji), prawdopodobnie dawna kancelaria i mieszkanie rządcy. W latach 70 – tych dostawiono do niego nowy budynek mieszkalny na miejscu starego budynku gospodarczego. Wsch. ścianę dziedzińca wypełniają dwa budynki (obecnie owczarnie), połączone niższym obiektem. W pd. Pierzei usytuowano trzykondygnacyjny spichlerz, częściowo przebudowany; po jego zach. Stronie znajduje się stajnia, będąca jedynym, zachowanym bez większych zmian budynkiem folwarku w R.

STAJNIA wzniesiona ok. 1900 r., murowana z cegły, na kamiennej podmurówce, jednokondygnacyjna z użytkowym poddaszem, z więźbą dachową płatwiowo – kleszczową i dachem dwuspadowym o niskim nachyleniu połaci. Zbudowana na planie prostokąta, z wnętrzem podzielonym na trzy pomieszczenia. Elewacje ceglane, z zamkniętymi odcinkowo otworami, podzielone gzymsem kordonowym. 

Pokutyńce

Ściągnij Roman Aftanazy – Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej. Pokutyńce (PDF)

Pokutyńce

Pokutyńce

Rozłożona malowniczo nad rzeczką Uszką, dopływem Uszycy, wieś Pokutyńce wchodziła początkowo w skład dóbr starostwa barskiego.

Pod koniec XVIII w. miała być w posiadaniu Humieckich h. Junosza, możnej rodziny podolskiej, następnie Kuzerów, a w 1820 r. i później Ignacego Czerkasa h. Jelita, chorążego belskiego. Prócz Pokutyniec należały jeszcze do niego Wońkowcem Majdan Wońkowiecki i Wysoka Grobla. O rodzinie Czerkasów, pochodzenia autochtonicznego, niewiele wiadomo. W 1509 r. pojawia się na widowni dziejowej Iwaszko Czerkas, dworzanin królewski. Żyjąca w połowie XVII w. Barbara Czerkasówna zamężna była za Teodorem Humieckim. Gabriel Czerkas, zapewne już spolonizowany, w 1682 r. piastował urząd podczaszego mielnickiego. Najprawdopodobniej jego potomkiem był wspomniany Ignacy Czerkas. Miał on syna Ludwika, w 1844 r. legitymującego się ze szlachectwa guberni podolskiej. W drugiej połowie XIX w. kupił Pokutyńce Władysław Grocholski h. Syrokomla, ożeniony z Marią z Rohozińskich. Ostatnim właścicielem tej majętności, której obszar w 1917 r. obejmował 1710 dziesięcin ziemi, był jego syn – Józef Grocholski (1876 – 1949), żonaty z Marią Modzelewską.

Ignacy Czerkas, jeśli nie ktoś z jego poprzedników, wybudował w Pokutyńcach rozległy, murowany, parterowy dwór, istniejący tam do końca pierwszej wojny światowej. Stał on na podmurówce o planie wydłużonego prostokąta. Nieco wyższą, środkową, trójosiową część jego elewacji frontowej o trzynastu szeroko rozstawionych osiach, wydzieloną pilastrami, akcentował portyk złożony z dwóch par kolumn toskańskich, ustawionych na wyniesionym o trzy stopnie kamiennym tarasie. Kolumny dźwigały trójkątny, gładki szczyt, podkreślony tylko u dołu szerokim gzymsem profilowanym. Ten klasycystyczny dwór otrzymał także niewielkie akcenty neogotyckie w postaci ostrołukowego zamknięcia okien po obu stronach głównych drzwi wejściowych. Cały budynek miał elewacje tynkowane gładko, przebite niewielkimi prostokątnymi otworami okiennymi, ujętymi w ramy wgłębnie profilowane. Stolarszczyzna okien pochodziła już z drugiej połowy XIX w. Monotonna elewacja ogrodowa nie miała żadnego akcentu. Ożywiało ją tylko nieco inne rozstawienie okien, z których cztery łączone były parami. W części środkowej, odpowiadającej frontowemu portykowi, znajdował się tam niski taras. Bryłę dworu wieńczył bardzo wydatny, profilowany gzyms podokapowy. Dom miał gładki dach czterospadowy, niegdyś gontowy, później pobity blachą.

Wnętrze mieściło ponad dwadzieścia pokoi, z wielką sienią od strony portyku i jeszcze większym salonem czy raczej podłużną salą, usytuowaną pośrodku traktu ogrodowego.

Wszystkie pomieszczenia malowane były gładko. Posadzka dębowa, układana w duże kwadraty, znajdowała się jedynie w kilku pokojach reprezentacyjnych. Zachowało się do czasów ostatnich także kilka murowanych kominków.

Ponieważ Grocholscy nabyli Pokutynce z domem pustym, tylko częściowo zdołali go urządzić meblami starymi, nie sięgającymi jednak poza pierwszą połowę XIX w. Zgromadzili też trochę obrazów i innych dzieł sztuki oraz niewielką bibliotekę. Najcenniejsze pamiątki rodzinne przechowywano jednak w innych, starszych siedzibach rodzinnych.

Tuż obok głównego domu mieszkalnego po jego stronie lewej, wznosiła się ustawiona do niego poprzecznie niezbyt obszerna oficyna, z elewacjami rozczłonkowanymi wertykalnie szerokimi lizenami, nakryta gładkim dachem dwuspadowym. Mieściła ona kuchnie, spiżarnie i pokoje dla służby. Zarówno dom, jak oficyna, stały wśród rozległego, wielohektarowego parku krajobrazowego ze wspaniałymi okazami starodrzewna liściastego oraz iglastego. Bezpośrednio przed oknami dworu na długich rabatach rosły wysokopienne róże, na nich i wokół portyku ustawiano też latem rośliny dekoracyjne, hodowane w oranżerii. Ani przed domem, ani poza nim nie było jednak w Pokutyńcach tradycyjnych, otwartych gazonów. Szeroką wolną przestrzeń pozostawiono jedynie dla podjazdu i wokół dworu.

Chlubą tej skromnej rezydencji była długa i szeroka aleja wjazdowa, wysadzana starymi lipami.


Roman Aftanazy „Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej”

Podberezie

Ściągnij Roman Aftanazy – Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej. Podberezie (PDF)

Mapa Podberezia otrzymana dzięki uprzejmości p. Krzysztofa Kownackiego, salve potomka Maryna – Kajetana Grocholskiego i Wandy Antoniny z Bohdanowiczów Grocholskiej.

Otrzymano dzięki uprzejmości p. Krzysztofa Kownackiego, potomka Maryna – Kajetana Grocholskiego i Wandy Antoniny z Bohdanowiczów Grocholskiej.

Pietniczany

Ściągnij Roman Aftanazy – Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej. Pietniczany (PDF)

Ściągnij O Starym Strzelcu Tomaszewskim – Zdzisław Grocholski – Wiadomości, Boże Narodzenie 1960 – Otrzymano dzięki uprzejmości p. Michała Korsaka (PDF)

Ściagnij Pietniczany «Архітектурні візерунки древніх П’ятничан і не тільки…» (PDF)

Zdzisław hr. Grocholski: „Pietniczany”

„Pamietnik Kijowski” tom 3. Nakładem Koła Kijowian, Londyn 1966.Otrzymano dzięki uprzejmości p. Krzysztofa Kownackiego.

Na pograniczu Polski od Kozaczyzny i Tatarów, wzdłuż Dniepru i Bohu, ciągnęła się linia strażnic, zakładanych przez ludność kresową. Po dziś dzień zdumiewa Ukraina niezliczoną ilością wałów, zamczysk, horodyszcz, kurhanów.

Na nich utrzymywano czaty ustawiczne, dniem i nocą czuwano ze szczytu strażnic, zapalano w tym celu beczki smołą oblane, lub ostrzegano się dzwonami królewskimi, z Polski nadsyłanymi.

Tak się życie układało w ciągu stuleci wzdłuż tych szlaków.

Na jednym z nich, Kuczmańskim, przy ujściu Winniczku do Bohu, pod samą Winnicą leżą Pietniczany.

To była dawniej osada, gdzie przed burzą tatarską lub kozacką okoliczni mieszkańcy szukali schronienia, pełno tu lochów dalekich, pieczar, chodników podziemnych, na ćwierćmilową nieraz odległość.

Osada ściśle z Winnicą złączona, na ziemi i pod ziemią, o niej bardzo dawno wspomina w lustracji tak zwany diak hospodarski Tyszkiewicz, że „k’zamku Winnyckomu tiahne”.

Istotnie dwa zamki Winnickie i zamek Pietniczański stanowiły jedną całość.

Dawna stolica województwa Bracławskiego, Winnica, miała stare zamczysko jeszcze z czasów Bohusza Koreckiego, zbudowane na wyspie między dwoma odnogami malowniczego Bohu: zamek otoczony był wałem obronnym, miał mocne wieże narożne i bastjony z blankami, opatrzone działami ze spiżu i żelaza.

Drugi zamek był to właściwie klasztor obronny, wzniesiony przez Kalinowskiego, mocno ufortyfikowany, z murami z dzikiego kamienia i z cegły.

Wreszcie zamek Pietniczański, początkowo tylko obronny, następnie służył dla celów fortecznych, częściowo zaś dla zamieszkania.

O niespożyte mury Winnickie i Pietniczańskie obijały się nieraz hordy i czambuły.

Watahy hajdamackie tu również zaglądały i pustoszenia niezmierne czyniły.

Wreszcie dzielny hetman Kalinowski odegnał stąd ową zgraję. Ciekawy pozostał manifest pisarza ziemskiego z tych czasów. Melduje, że w kacelarji ni pióra ni kałamarza nie zastał, a tylko sporo miodu.

Zacny był pisarz, że więcej o inkauście niż o maślaczu myślał.

Ciągle więc utarczki z dziczą kozacką mocno warownie nadwerężały, aż wreszcie Michał z Grabowa Grocholski, waleczny żołnierz ład tu zaprowadza, gdy po hetmanie Kalinowskim nastaje.

W Winnicy i Pietniczanach liczne fundacje czyni, a przekazując Pietniczany synowi Marcinowi, późniejszemu wojewodzie, z nim razem podwaliny pod nowy zamek Pietniczański zakłada.

Jeńcy tatarscy i kozaccy z monolitów budowlę wznoszą i przez lata całe ją wzmacniają.

Grocholski wojewoda wreszcie zamek wykańcza, a że był to pan możny, więc kosztów nie szczędzi, by poza mocą nadać budowli charakter dużej kultury.

Już wtedy nastały rządy króla Stasia Medyceusza. Już piękno zamierzeń artystycznych króla promieniuje daleko poza stolicę.

Styl Stanisławowski wędruje aż hen na Kresy. I powstaje szereg cały zamków-pałaców nad Styrem, Rosią, Bohem, o strukturze nowej.

Obronność, jako cel główny, w murach niespożytych, częstokroć w basztach pozostaje, ozdobność jednak również się zaznaczy, czy to w szeregach kolumn o porządku greckim, czy w portyku z wnękami na kolumnach opartym, czy w galeriach półokrągłych, łączących skrzydła pałacu z fasadą główną.

Lecz co szczególnie w Pietniczanach znamiennem się wyda, to sklepienia dolne i górne. Sklepienia ostrołukowe z kamieni ociosanych lub z cegieł.

Cały szereg salonów na piętrze z beczkowem lub krzyżowem sklepieniem.

I jeszcze ciekawe niezmiernie malowania.

Już to w owych czasach w całej Polsce malowano wnętrza.

Arkadja z księżną Radziwiłłową początek dały, Puławy wnet modę podchwytują, a potem Kresy całe z większym lub mniejszym artyzmem modę naśladują.

Malują wszyscy. Często sprowadzeni ad hoc mistrzowie, częściej rodzina cała. I ten, co się uczył, i ten, co niebardzo rysunku zaznał.

A temat? NA Kresach oczywiście jakiś zamek potężny, koniecznie z basztami, jakieś skały z grotami i pieczarami, jakieś drzewa lub krzewy przeogromne.

W Pietniczanach salony górne o bardzo dobrym rysunku pompejańskim, doskonale stonowanym, szczególnie na sklepieniu i kominach.

Ciekawsza jednak „sala czarne” na dole.

W półtonach ciemnych, w półmroku, na ścianach i sklepieniu góry, lasy, wody czarne jak noc.

W „sali czarnej” radzono.

Radzono od dawna bardzo. Radzono nad dobrem kraju.

Był tu król Stanisław August, co przyjechał z Winnicy aleją lipową umyślnie dlań zasadzoną, był też ks. Józef Poniatowski.

W „sali czarnej” długo radził Stanisław Grocholski, patrjarcha Kresów całych, co miał „siłę w spokoju”, jak o nim pisze Stanisław Tarnowski.

Tak przez długie lata Pietniczany się przedstawiały.

Miały jeszcze archiwa cenne, bibliotekę zasobną, galerję obrazów i mnóstwo pamiątek przeszłości.

Z Winnicą razem były ośrodkiem kultury polskiej na Kresach.

Szlak czarny niedaleki im nie podołał. Szlak, którym szło czarne nieszczęście, mordy, grabieże, pożogi.

Carów gnębienie również im nie podołało.

Wywieźli, gnębili, za powstania, dziedzica, lecz wrócił.

Czy wróci również dziedzic obecny Zdzisław hr. Grocholski?

Pietniczany leżą przy ujściu rzeczki Winnicy do Bohu, na tzw. „Szlaku Kuczmańskim” (tuż obok miasta Winnica). Pierwsza wzmianka o tej miejscowości znajdowała się w opisie zamku winnickiego z 1543 roku, dokonanym przez diaka Lwa Patejowicza Tyszkowicza. Mówi on m.in. w ten sposób „… W Petnyczanach a w Demydiwciach, w imieniach Miśka Stepanowycza stoit desiat czołowieka, kotoroje imienije Petnyczany aoteć jeho Stepan wysłużyw na Hospodari Jeho Myłosti za nebiszczyka Kniazia Konstantyna…”. Druga pewna wiadomość, odnosząca się do Pietniczan, pochodzi z 1569 r. Wówczas to Łazarz Deszkowski, syn Bohdana, chorążego braławskiego, oddaje dobra pietniczańskie swemu wujowi Semenowi, synowi Wasyla na Obodnem Obodeńskiego. Z powodu braku dokumentów nie zostało ustalone, czy wymieniony w pierwszym z przytoczonych dokumentów Miśko Stepanowicz był przodkiem Deszkowskich, czy tylko oddającym im swoje prawa do Pietniczan.

Po śmierci Semena Obodeńskiego, który nie pozostawił żadnego potomstwa, Pietniczany dostały się dzieciom jego brata rodzonego Bohdana i Maryny Kierdey-Dziusianki, to jest Hawryłowi, Teodorowi, Józefowi, Wasylowi, Anastazji zamężnej za Januszem Kierdey-Kozińskim i Olenie za Michałem Myszka-Chołoniewskim. Teodor Obodeński, łowczy bracławski, spłaciwszy braci i siostry, objął niepodzielnie całe dziedzictwo, pisząc się odtąd panem na Pietniczanach. Zaślubiwszy Maruszę Pokalewską, miał z nią trzy córki, z których Maria wyszła za mąż za Teodora Łasko-Woronowickiego, wnosząc mu Pietniczany w posagu. Z ich sześciorga dzieci pięcioro zmarło bezdzietnie, a jedyna pozostała przy życiu córka Teofila rękę swą wraz z ogromną fortuną, w której skład wchodziły również Pietniczany, oddała Michałowi Luba z Radzimina Radzimińskiemu. Był on głową linii bracławskiej swego rodu. Z Teofili Łaskówny pozostawił liczne potomstwo, z którego Michał, stolnik bracławski, wykupił bądź odziedziczył od pozostałych spadkobierców, wszystkie części bracławskich dóbr, jednocząc znów w swym ręku całą fortunę.

Michał Radzimiński miał z Małgorzatą z Kamieńskich także sporo, bo pięcioro dzieci. Z nich dwaj synowie i córka zmarli bezpotomnie. Pietniczany oraz Sabarów, Soroczyn, Woronowicę i Stepanówkę odziedziczyła druga córka, Anna, wnosząc je jako wiano mężowi swemu Michałowi z Grabowa Grocholskiemu. Urodzony w 1705 r. Michał Grocholski h. Syrokomla służył najpierw w chorągwi pancernej ks. Janusza Wiśniowieckiego, kasztelana krakowskiego gdzie osiągnął stopień porucznika. Następnie jako regimentarz partyi ukraińskiej i wołyńskiej walczył z najazdami wrogów, za co król August III mianował go swoim rotmistrzem. Posłował także dwukrotnie na sejmy, a na urzędzie sędziego ziemskiego województwa bracławskiego dał się poznać jako znakomity prawnik. Po ojcu, prócz sum umieszczonych na kilku majątkach, nie odziedziczył Michał Grocholski żadnego majątku osobistego. Dobrami żony tak jednak doskonale administrował, że je wkrótce znacznie bardzo powiększył.

Społeczeństwu polskiemu ziem ruskich zasłużył się fundując w roku 1760 w Winnicy kościół i klasztor OO. Dominikanów, jak też przyozdobił istniejący już w tym mieście kościół OO. Jezuitów kilkoma ołtarzami i amboną. W jednej ze swych posiadłości – Tereszkach, wzniósł również kaplicę.

W samych Pietniczanach, wespół ze swym synem Marcinem, Michał Grocholski dźwignął zręby nowego zamku-pałacu, przy budowie którego zatrudnił jeńców tatarskich i tureckich. Miała to był warownia o niezmiernie masywnych ścianach, z żelaznymi kratami w oknach, wieżami, strzelnicami i podwójną bramą.

W ten sposób powstawała kwadratowa forteczka, przystosowana do mieszkania, a równocześnie do odparcia ewentualnego napadu. Na razie była jednopiętrowa, z dwupiętrowymi basztami w narożach. Po dwóch stronach zamku, odsunięte niezbyt daleko od niego, stały dalsze baszty kwadratowe, jednopiętrowe. Od nich szły fosy i wały, otaczające paruset metrowej długości owalny majdan forteczny. Obwarowania te zamykała sklepiona brama wjazdowa, z dwiema przylegającymi do niej izbami. Na zakręcie fosy i wałów wznosiła się jeszcze jedna, niewielka, cylindryczna baszta jednopiętrowa.

Michał Grocholski (zm. W 1765 r.)miał też liczne potomstwo, a więc pięć córek i dwóch synów. W dziale rodzinnym uczynionym w 1771 r., młodszy Franciszek otrzymał po rodzicach Tereszki i Malinki, które dostały się Grocholskim z ordynacji ostrogskiej, dalej Woronowicę, Stepanókę i Soroczyn oraz Komarów i Michałówkę, czyli Kostkopol, nabyte od spadkobierców Adama Olizara, klucz trościaniecki kupiony od Stanisława Szandyrowskiego i innych, częściowych właścicieli, Łataniec nabyty od ks. Kajetana Rościszewskiego oraz dwór w Dubnie i połowę dożywocia na kluczu zozowskim. Starszy syn Marcin (1727 – 1807), ostatni wojewoda bracławski, starosta szerokogrobelski i kruszliniecki, żonaty po raz pierwszy z Cecylią Myszka-Chołoniewską, a w późniejszym wieku po raz drugi z Antoniną Gałecką, primo voto Łoską, poseł na sejmy, zwolennik króla Stanisława Augusta i Konstytucji 3 Maja, wziął klucz hrycowski z szeregiem folwarków, gdzie wzniósł nowy pałac, Strzyżawkę nabytą przez Michała Grocholskiego od Antoniego Potockiego, Desnę, czyli Michałówkę z Kołomyjówką, Ławrówkę, Prehórkę, Stadnicę i wreszcie same Pietniczany oraz dwór w Winnicy, jak też drugą połowę dożywocia na kluczu zozowskim, dworek we Lwowie etc. Każda z pięciu córek Michała Grocholskiego otrzymała po 60 000 złp. posagu. W całości majątek przez niego pozostawiony był więc bardzo znaczny.

Wojewoda Marcin Grocholski mieszkał najchętniej w swym nowym pałacu w Hrycowie, rzadziej natomiast w Pietniczanach. Sporego odziedziczonego po ojcu majątku nie powiększył. Po jego śmierci dobra te uległy ponadto rozdrobnieniu. Na mocy działu uczynionego przez wojewodę jeszcze za jego życia w 1792 roku, zostały one podzielone między pięciu synów urodzonych z małżeństwa pierwszego: Jana, oboźnego koronnego, Michała, starostę zwinogrodzkiego, Mikołaja, gubernatora podolskiego i Ludwika. Ojcowizny nie objął tylko drugi z kolei syn Adam, gdyż ten poległ pod Maciejowicami. Pietniczany dostały się Michałowi Grocholskiemu (1765 – 1833), ożenionemu z Marią Śliźniówną. Zamieszkali oni w zamku pietniczańskim zaraz po ślubie i a ich właśnie czasów uległ on pierwszym, zasadniczym przeobrażeniom. Inspiratorką wszystkich zmian byłą pani starościna. Wychowana w duchu „epoki stanisławowskiej”, źle czułą się w surowych ścianach warownego zameczku. Chcąc więc przynajmniej swoje apartamenty jakoś przyozdobić, kazała przede wszystkim na nowo pomalować wszystkie pokoje. Ściany salonu trzymały wówczas kolor niebieski, pod jego sklepieniem zaś rozwieszono draperie atłasowe w białe i niebieskie pasy, imitujące namiot. Jeden z pokoi narożnych ozdobiono draperiami zielonymi, a jeszcze inny pomalowano w tonacji piaskowej.

Przebudowa zamku, zainicjowana przez energiczną panią starościnę, nie ograniczyła się zresztą tylko do wnętrz. Z jej to bowiem inicjatywy cały budynek podniesiony zostało jeszcze jedno piętro i otrzymał dwa boczne pawilony. W ogrodzie stał dawniej staroświecki magazyn dębowy, którego zasieki przeznaczone był dla gości, gdy zdarzył się zjazd liczniejszy. Wobec przebudowy zamku na pałac w wybudowania nowych pawilonów, już jako niepotrzebny został on przeniesiony w inne miejsce. W owym czasie powstały też nowe stajnie, wozownie, majsternie, gołębnik i inne budynki gospodarcze. Pracami tymi kierował architekt Laeufer, czynny poprzednio w Janowie u Chołoniewskich.

Michał i Maria ze Źliźniów Grocholscy mieli córkę Marię zamężną za Henrykiem hr. Rzewuskim, znanym pisarze, i syna Henryka Cypriana (1802 – 1866), który w 1829 r. poślubił Franciszkę Ksawerę Brzozowską h. Belina (1807 – 1872), córkę Karola i Ksawery Trzecieskiej h. Strzemię, przyszłą pamiętnikarkę. Po ojcu odziedziczył on Pietniczany i Strzyżawkę. Dokończył też przebudowy zamku, od strony ogrodu dodając portyk z balkonem. Wewnątrz przekształcił klatkę schodową oraz kierował pracami malarskimi przy wykańczaniu dekoracji pokojów. Zadania ozdobienia malowidłami sal zamkowych podjął się wprawdzie samodzielnie malarz nazwiskiem Rzewicki, ale jak się później okazało, miał on o swym talencie zbyt wygórowane mniemanie i zawiódł pokładane w nim nadzieje. Na skutek niezbyt udanej dekoracji przedpokoju wykonanej przez Rzewickiego, Henryk Grocholski zgodził się następnie osobiście układać wzory malowideł, opierając się na motywach wziętych z albumów, zawierających szkice najpiękniejszych starożytnych i nowożytnych fresków. Kompozycje ułożone przez właściciela Pietniczan Rzewicki wiernie tylko odtąd wykonywał. Wszystkie projekty przeróbek, dokonanych w czasach Henryka i Franciszki Ksawery Grocholskich, opracował jakiś architekt za granicą.

Po Henryku Pietniczany dostały się jego starszemu synowi Stanisławowi Wincentemu (1835 – 1907), żonatemu z Wandą hr. Zamoyską (1846 – 1922), córką Zdzisława i Józefy Walickiej h. Łada. Ostatnim właścicielem był ich syn Zdzisław hr. Grocholski (1881 – 1968), od 1910 r. żonaty z Marią Sołtan h. Syrokomla odm. (1881 – 1963), córką Bohdana i Marii Franciszki Sołtan. Od połowy XIX w. do chwili zniszczenia zamek pietniczański nie ulegał już większym zmianom.

Mimo swej przebudowy klasycystycznej i dodania pawilonów bocznych, główny korpus zespołu pałacowego zachował swój pierwotny, surowy kształt zamku i do końca też nosił jego nazwę; Zamek Pietniczański. Miał plan prostokąta, ale bardzo zbliżony do kwadratu, oraz trzy kondygnacje: sklepiony, stosunkowo niski parter, nad nim znacznie wyższe, także sklepione, służące jako piano nobile pierwsze piętro, oraz nadbudowane później piętro drugie, już z sufitami płaskimi. Zarówno symetryczną elewację frontową zamku o sześciu szeroko rozstawionych osiach, jak ogrodową, na osiach skrajnych akcentowały ujęte w narożach boniami ryzality, zamknięte trójkątnymi, otoczonymi kroksztynami, gładkimi frontonami. Parter zamku, z elewacjami boniowanymi w całości, wyposażony został w stosunkowo małe, prostokątne, dzielone na sześć kwater okna, ujęte w szerokie, profilowane obramienia, zamknięte poziomymi naczółkami na konsolkach. Oddzielone od parteru wąskim gzymsem pierwsze piętro miało okna tej samej szerokości, ale o dwie kwatery wyższe od dolnych, ze zwieńczeniami w kształcie naczółków trójkątnych, także jednak na konsolkach. Okna piętra drugiego, kształtem i rozmiarami podobne do okien parteru, otrzymały oprawę identyczną, ale bez jakichkolwiek zwieńczeń. Wystrój obu elewacji bocznych prezentował się podobnie jak w elewacjach dłuższych, cztery otwory okienne rozstawiono tam jednak w taki sposób, że dwa środkowe tworzyły parę, zaś dwa skrajne odsunięto od nich na odległość znacznie większą. Wszystkie gładko tynkowane elewacje zamykał szeroki fryz tryglifowy, z rzędem kroksztynów i profilowanym gzymsem powyżej. Już w czasie rozbudowy pierwszej oba ryzality fasady frontowej połączono ze sobą galerią, złożoną z sześciu, pozbawionych baz kolumn toskańskich, na całej długości wspierających galerię górną, ujętą w piękną, kutą, żelazną balustradę, o motywach zarówno wertykalnych, jak roślinnej groteski. Dwie kolumny środkowe obudowano z czasem oszklonymi drzwiami. Powstał w ten sposób niewielki przedsionek. Galerię ogrodową tworzyło osiem bardziej masywnych, zwężających się ku górze kolumn, ustawionych na niskim tarasie kamiennym, również bez baz. Galerię górną wyłożono płytkami marmurowymi czarno – białymi w szachownicę. Jako motyw główny balustrady ogrodowej występowały nakładające się częściowo na siebie owale. Główny korpus zamku nakrywał dość wysoki, gładki dach czterospadowy, wyodrębniony nad ryzalitami, z czterema, w jednakowej odległości rozmieszczonymi, masywnymi, otynkowanymi kominami. Ćwierćkoliste, mieszkalne, także częściowo sklepione galerie łączyły zamek z powstałymi później, stojącymi naprzeciw siebie pawilonami, tworząc razem wielką podkowę. Od strony frontowego dziedzińca galeria z niektórymi oknami ślepymi miały elewację w całości pokryte boniami. Ujęte w obramienia otwory okienne wieńczyły poziome naczółki na konsolkach. Każdą z galerii poprzedzało dwanaście kolumn, łącznie z ciągiem ogrodowym mieszkalny, nakrytym gładkim dachem dwuspadowym, z trzema masywnymi kominami. Początkowo dach wspierał się bezpośrednio na kapitelach kolumn, później jednak dodano pod nim belkowanie i ozdobiono je fryzem tryglifowym.

Inny wygląd nadano stronie ogrodowej galerii. Lewą pokrywały tynki gładkie, ożywione jedynie szerokimi, profilowanymi obramieniami prostokątnych, nisko nad ziemią osadzonych okien lub drzwi. Prawa, mieszcząca część pokoi o charakterze reprezentacyjnym, o tynkach także gładkich, otrzymała wystrój bogatszy. Pomiędzy oknami prostokątnymi lub podwójnymi porte-fenetrami w typie serliany ustawiono tu bowiem półkolumny przyścienne. Na wygięciu łuku środkowego umieszczono też dwie, półkuliście zasklepione nisze, przeznaczone zapewnie na posągi.

Dwa identycznego kształtu, dwukondygnacyjne o wysokich suterenach pawilony, od strony dziedzińca o ogrodu trój-, a z boku dwuosiowe, o planie jednak niemal idealnego kwadratu, miały też identyczny wystrój zewnętrzny. Ich tynki na parterze były w całości boniowane. Na piętrze boni użyto jedynie jako pionowych pasów, pokrywających narożniki i wyodrębniających osie środkowe pozornymi ryzalitami. Okna w kondygnacji dolnej wieńczyły naczółki na konsolkach, w górnej nie miały one żadnych naczółków. Horyzontalnie dzielił kondygnacje gzyms wąski, wieńczył zaś elewacje znacznie szerszy, profilowany.

Zamek pietniczański należy do bardzo nielicznych rezydencji ziem wschodnich Rzeczypospolitej, których układ wnętrz zyskał szczegółową dokumentację jeszcze w czasach, gdy był on zamieszkany przez właścicieli. W 1905 r. dokonano bowiem pomiarów zarówno wszystkich kondygnacji głównego korpusu, jak i obu pawilonów i galerii. W znikomym, niestety, stopniu dokumentację tę uzupełniają zdjęcia fotograficzne, w większości natomiast informacje ostatniego właściciela. Nie we wszystkich przypadkach przeznaczenie poszczególnych pokoi i sal było takie samo w 1905 i w 1917 r. Nie wszystkie też zostały opisane. Wiadomo jednak z pewnością, że miały one ściany gładkie w kolorach jednolitych lub malowane w różne kompozycje, posadzki dębowe z parkietu układanego we wzór geometryczny, dwuskrzydłowe drzwi płycinowe lakierowane na kolor biały i podobną stolarkę okien, piece najczęściej wysokie, okrągłe, z gzymsem u góry i niezbyt liczne kominki.

Z przedsionka zamkniętego ramami dwóch kolumn, przez ujęte w kamienny portal drwi wchodziło się do pozbawionej okien sieni. Masywne, dębowe, dwuskrzydłowe drzwi, obite żelazną blachą półcentymetrowej grubości, dekorowane wąskimi, ukośnymi, krzyżującymi się listwami, na wysokości piersi przebite były dwoma okrągłymi otworami strzelniczymi. Po stronie wewnętrznej drzwi wisiał obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Od tej też strony zamykało się je za pomocą trzech potężnych, dębowych zasuw. Ponieważ sień pozbawiona była okien, wstawiono jeszcze drugie drzwi dębowe o dwóch szybach, zabezpieczonych kratami z rysunkiem herbu Syrokomla. Sień miała sklepienie beczkowe, bielone wapnem. Zwisała z niego duża, kuta, żelazna, ozdobna latarnia. Ściany utrzymane były w tonacji piaskowej. Płytkie żłobkowanie dzieliło je na duże prostokąty. Urządzenie ruchome składało się ze stołu z blatem metrowej szerokości a 10 cm. Grubości, wykonanym z jednej deski, wieszaków na okrycia i tzw. „szlabanu”, czyli łoża dla dyżurnego kozaka. Nad stołem wisiał ciekawy i cenny plan klucza pietniczańskiego z 1740 r., misternie wykonany, z napisem polskim i łacińskim: „Granica pomiędzy ziemiami JW. Grocholskich, a miastem Jego Królewskiej Mości Winnicą”, zaś nad szlabanem staroświeckie podłużne lustro, złożone z trzech tafli, oprawione w złocone, spatynowane ramy. Dekorację tego pomieszczenia uzupełniały nieliczne trofea myśliwskie i zmieniane corocznie wieńce dożynkowe.

Z sienią wejściową, po jej lewej stronie, sąsiadowała sień druga, zwana ostatnio „myśliwską”, a na planie z 1905 r. po prostu przedpokojem. Miała ona sklepienie żebrowe, bielone, z kutą latarnią, ściany malowane olejno i posadzkę kamienną.

Stał tam wysoki, okrągły piec z kamieni granitowych, obciągnięty bielonym płótnem, dalej murowany z cegły kominek, drewniana ława, skrzynia wysokości stołu z drewienkami służącymi do podpałki, a w końcu szereg krzeseł z ośmiokątnym oparciem i tłoczonymi w mosiężnej blasze herbami Zamoyskich. Na ścianach wisiały wypchane głowy jeleni, danieli oraz dzika odyńca. W komnacie tej zbierali się myśliwi bezpośrednio po polowaniu na herbacie.

Drzwi umieszczone po stronie lewej sieni „myśliwskiej” prowadziły do narożnego pokoju gościnnego, sklepionego podobnie i ze ścianami malowanymi także na gładki kolor jasny. Na urządzenie składały się meble wówczas nowoczesne, wygodne, ale bez zdecydowanego stylu. Największą ozdobą tego pokoju był stary obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem Jezus, szkoły włoskiej. Mieszkali tu najrozmaitsi rezydenci, przebywający nieraz w Pietniczanach całymi latami.

Sień „myśliwska” łączyła się też bezpośredni z salą określoną w 1905 r. jako biblioteka, ostatnio zwaną jednak „czarną”, z dwoma oknami wychodzącymi na taras ogrodowy. Była ona sklepiona żebrowo. Wszystkie jej ściany pokrywały malowidła w duchu romantycznym, wykonane al fresco przez artystów, emigrantów napoleońskich, naśladujące skały, drzewa, krzewy, strumień z wodospadem, a nie brakło także i średniowiecznego zamku na wysokiej górze. Właśnie z powodu owych malowideł i nisko schodzących łuków sklepienia w sali „czarnej” nie było żadnych obrazów. Jedynie nad wejściem do pokoju narożnego zwanego i w 1905 r., i w 1917 „arabskim”, wisiał podpis sułtana, oprawiony w wąską złoconą ramę, a nad nakrytą kilimami obszerną kanapą – duży wypchany puchacz siedzący na gałęzi. W jednym z rogów stał także piec okrągły. Całą posadzkę z desek dębowych zaścielał stale gruby dywan perski.

Środek sali „czarnej” zajmował duży, czworokątny stół z czarnego dębu o grubych, rzeźbionych nogach, przykryty kilimem. Na nim stałą lampa ze złoconego brązu w kształcie jońskiej kolumny. Kilimami obite były także krzesła z drewna orzechowego. Czarny marmurowy kominek miał tak wielkie rozmiary, że gzyms jego znajdował się na wysokości ramion grzejącego się przy nim wysokiego mężczyzny. Na gzymsie, po bokach stały brązowe kandelabry trójświecowe, z figurami Egipcjanek trzymających świeczniki na ramionach, względnie na głowach.

Bliżej środka umieszczono dwa inne brązowe lichtarze o szerokich postumentach, w pośrodku staroświecki zegar, również w oprawie z brązu. Nad kominkiem, na całej jego szerokości wpuszczone było w ścianę zwierciadło złożone z trzech części, wysokości około półmetrowej, nie posiadające żadnych ram. W obszernym palenisku kominka łatwo mieściły się całe olbrzymie kłody. Przed zbytnim żarem chronił siedzących dokoła dwuskrzydłowy parawanik orzechowy, ozdobiony w części górnej widokami pustyni i Arabów z wielbłądami, malowanymi na płótnie przez Marię Hieronimową Sobańską i ks. Stefanię Korybut-Woroniecką. Pod oknem stało mahoniowe biurko z brązowymi ozdobami, nakryte makatą turecką. Dalsze umeblowanie sali stanowiły wygodne, ale nowszej daty kanapki, dekorowane także brązami. Urządzenia dopełniały: pianino, fisharmonia oraz kilka foteli i krzeseł nie należących do kompletu, zaś po bokach kanapek stały małe szafki na książki, także z aplikacjami brązowymi. W sali „czarnej” odbywały się różne uroczystości rodzinne. Urządzano tam również choinkę dla dzieci oficjalistów i służby.

Z dwóch pokoi przylegających do sali „czarnej” z lewej strony, wspomniany już narożny „arabski” miał ściany ozdobione kilkoma napisami arabskimi, wersetami z Koranu. Stały tu wygodne kanapki i stół okrągły z czarnego drewna, inkrustowany perłową macicą, przykryty makatą wschodnią. Na stole leżała Ewangelia w arabskim wydaniu z roku ok. 1720, oprawiona w pergaminową skórę. Podobnie wyglądał sąsiedni pokój „turecki”, łączący się bezpośrednio z galerią, w 1905 r. określony jako gościnny. Oba własnoręcznie malowała i urządziła Maria z Grocholskich ks. Witoldowa Czartoryska, późniejsza Karmelitanka bosa, która wraz z mężem podróżowała wiele po Bliskim Wschodzie i znała język arabski.

Na prawo od sieni środkowej znajdowała się jeszcze jena sień, zwana zawsze służbową, sklepiona podobnie jak „myśliwska”, z ciemnymi, drewnianymi ławami-skrzyniami i krzesłami dębowymi, na oparciach których widniały także herby Zamoyskich wytłaczane w mosiężnej blasze. Prawy pokój narożny ryzalitowy często zmieniał swe przeznaczenie. W czasie, gdy robiono pomiar, otrzymał nazwę „pokoju pisarza”. Z prawej strony z sienią „służbową” sąsiadowała częściowo także spora salka, służąca jako kredens. Głównym meblem byłą tam ogromna, kilkuskrzydłowa szafa, zawierająca srebra rodowe, porcelanę i bieliznę stołową, kompletowane przez pięć pokoleń rodziny Grocholskich. Prawy narożny pokój ogrodowy, odpowiednik „arabskiego” na krańcu przeciwległym, służył jako spiżarnia, ale nazywany był także „nad lochami”. Stamtąd bowiem kręcone schody wiodły do zamkowych piwnic i podziemnych korytarzy, sięgających daleko pod ogród, ale miejscami już zawalonych.

Z sieni „służbowej” na wprost wchodziło się do drugiej dwuokiennej sali międzyryzalitowego odcinka traktu ogrodowego, identycznych wymiarów jak usytuowana po jej stronie lewej sala „czarna”, sklepionej również żebrowo, z okrągłym piecem w rogu, spełniającej rolę domowej kaplicy. Miała ona niebieską tonację ścian i pełne prostoty urządzenie. W ołtarzu wisiał duży obraz Matki Boskiej, pod nim złocony krucyfiks o kształtach bizantyjskich z relikwiarzem pośrodku, a dokoła miedzioryty wyobrażające drogę krzyżową.

W lewej, zryzalitowanej części zamku, pomiędzy środkowym pokojem „tureckim” a gościnnym frontowym znajdowały się schody boczne, wiodące zarówno w górę, jak w dół do piwnic. Paradna klatka schodowa, oświetlona dwiema dużymi, wykutymi żelaznymi latarniami, z szerokimi dębowymi stopniami prowadzącymi na piętro, mieściła się natomiast na wprost głównej sieni wejściowej. Na ścianach jej wisiały portrety rodzinne, przeważnie typu „sarmackiego”, a na wprost środkowego załomu lustro duże, powyżej zaś wizerunek ks. Adama Czartoryskiego w młodym wieku, namalowanego w czerwonym mundurze.

Na pierwszym piętrze środkową część traktu frontowego zajmował kwadratowy hall, nazywany także „pokojem nad schodami”, wyposażony w posadzkę z płyt kamiennych, przykrytą tureckimi kobiercami. Na dębowym stoliku stał tu wykonany w brązie fragment „Pochodu na Wawel” Wacława Szymanowskiego, przedstawiający Stefana Batorego, hetmana Jana Zamoyskiego i grupę skrzydlatych rycerzy.

Na ścianach wisiały dwa portrety: Jana Zamoyskiego w czerwonej delii i z buławą w ręku, oraz pułkownika Remigiana Grocholskiego (1643 – 1705), uczestnika wiedeńskiej odsieczy, przedstawionego w zbroi i z buzdyganem. Był to kopia oryginału z epoki, przechowywanego w kościele Tuchowskim.

Dwa pomieszczenia, jedno po lewej, drugie po prawej stronie hallu, na planie z 1905 r. oznaczono jako przedpokoje. Przed wybuchem pierwszej wojny światowej prawe skrzydło służyło jednak jako pokój bilardowy dla młodzieży. Zarówno jego sklepienie, jak ściany malowane były wzorzyście farbą olejną. Ze stropu zwisał świecznik z mosiądzu lanego, ozdobiony orzełkami i jednym dużym orłem polskim w koronie. Wzdłuż ścian tego pokoju stały szafki orzechowe na czterech nóżkach, dekorowane płytkami z białego marmuru. Pośrodku jednoskrzydłowych drzwi widniała Diana z łukiem i psem. Szafki te zawierały oprawne roczniki ilustrowanych czasopism. Stał tam również duży stół z białą marmurową płytą i mahoniowe rzeźbione krzesła. Wisiało tu kilka obrazów szkoły holenderskiej, dalej obraz batalistyczny z rycerzem galopującym na białym koniu na tle łuny pożarów – malowidło przedstawiające rabunek Świątyni Sybilli w Puławach dokonywany przez rosyjskich żołnierzy, oraz portret króla Stanisława Augusta, siedzącego przy stole i opierającego rękę na klepsydrze, przedstawionego bez peruki, w stroju francuskim, kopia czy też replika oryginału pędzla Baciarellego.

Frontowy, prawy, ryzalitowo narożny pokój, sklepiony żebrowo i malowany al fresco przez Tadeusza Grocholskiego, nosił nazwę „salonu herbowego”. Pośrodku jego stropu przedstawił artysta herb rodzinny Syrokomla, a po rogach, w medalionach, herby domów, z którymi Grocholscy spowinowaceni byli bliżej przez małżeństwa. W pokoju tym mieściły się szafy biblioteczne, zawierające najbardziej wartościową i najstarszą część księgozbioru zamkowego, jak też ilustrowane czasopisma w językach polskim, francuskim i angielskim, nowszej daty. Pozostała część biblioteki rozproszona była po różnych innych salach. Księgozbiór pietniczański nie miał katalogu.

Pokój ryzalitowy prawy od strony ogrodu, w 1905 r. określony jako salonik, nosił ostatnio miano gabinetu. Zdaje się, że nie był on wówczas należycie urządzony, służąc tymczasowo jako skład miniatur królów, królowych i książąt francuskich, a także różnych makat, sztychów, wazonów i innych przedmiotów dekoracyjnych, nabytych w Paryżu przez ks. Marię Czartoryską.

Pomiędzy pokojami ryzalitowymi mieściła się podłużna sala jadalna, sklepiona podobnie jak inne, ze ścianami malowanymi olejno na kolor złoty, imitując promienie słoneczne. Ze stropu zwisał tu duży świecznik z ciemnego brązu. Prócz wielkiego stołu rozsuwanego i krzeseł, w sali tej stałą rzeźbiona oszklona szafa z zabytkową porcelaną saską, bufety i stoliki pomocnicze. Na ściankach wisiały portrety olejne wojewody Marcina Grocholskiego i jego żony Cecylii z Myszka-Chołoniewskich, obie kopie Lampiego, jak też starosty Michała i starościny Marii ze Śliźniów, autorstwa nie określonego.

Zarówno z narożnego „gabinetu”, jak sali jadalnej można było wejść do pierwszej sali międzyryzalitowego odcinka traktu ogrodowego, noszącej pierwotnie miano „greckiej”, a przed 1917 r. „popielatej”, malowanej na kolor perłowy. Białe żebrowe sklepienie zdobił tu wielki świecznik wenecki.

Na urządzenie, obok fortepianu, składał się garnitur mebli mahoniowych, dekorowany marmurami i brązami, oszklona szafa z drewna orzechowego, zawierająca m.in. pucharki srebrne ze starymi monetami i kilka przedmiotów mniejszych. Do wyposażenia artystycznego należał zegar Boulle, kilka brązowych świeczników artystycznej i zabytkowej wartości i sześć miniatur z głowami starców w głębokich, złoconych ramach. W salonie „popielatym” zgromadzono też sporo malowideł, w tym portrety: duży Antoniego Grocholskiego (1767 – 1805), rotmistrza kawalerii narodowej, przedstawionego w postawie siedzącej w fotelu, przepasanego wstęgą Orderu Orła Białego, pędzla Angeliki Kauffmann; dalej miecznikówien Grocholskich, sióstr Antoniego: generałowej Tekli Franciszkowej Łaźnińskiej (1772 – 1797) i Julii pułkownikowej Józefowej Poniatowskiej (1773 – 1832), oba pędzla Józefa Pitschmanna; wojewodzianki Salomei z Grocholskich, primo voto Potockiej, secundo voto Dziekońskiej; ks. Stanisława Chołoniewskiego; portrety-pastele Marii z Grocholskich ks. Witoldowej Czartoryskiej i jej siostry Heleny Janowej Brzozowskiej, malowane w Paryżu w latach pięćdziesiątych XIX w. przez Tadeusza Grocholskiego; jego samego niewielki autoportret w dużym kapeluszu ze strusim piórem a la Rembrandt, a w końcu stojący na sztaludze hebanowej obraz olejny, przedstawiający Włoszkę z koszem kwiatów, także pędzla Tadeusza Grocholskiego.

Podobny rozmiarami, również dwuokienny salon sąsiedni, określony w 1905 r. jako „pompejański”, później od zmienionego koloru ścian nazwany „żółtym”, miał na sklepieniach namalowane wzory ze stanz Rafaela. Posadzkę jego niemal w całości zaścielał wielki dywan turecki. Tylko przed kominkiem z białego marmuru leżał jeszcze drugi, mniejszy. Nad kominkiem, w białej, wąskiej, gipsowej ramie mieściło się staroświeckie lustro, złożone z kilku części, na gzymsie kominka stały zaś dwa trójświecowe, brązowe, pozłacane kandelabry. Ze środka sklepienia zwisał wieloświecowy żyrandol, wykonany także z brązu złoconego. Wśród mebli wyróżniała się m.in. niska, dwuskrzydłowa szafa mahoniowa, dekorowana brązami, z wierzchem z różowego marmuru, na której stało również marmurowe popiersie ks. Adama Czartoryskiego oraz fotografie rodzinne. Nad szafą wisiał olejny portret Bazylego Walickiego, wojewody rawskiego, oprawiony w owalną ramę. Także pozostałe urządzenie salonu „żółtego” składało się z wielu antycznych sprzętów, z których część pochodziła z rezydencji Czartoryskich we Francji, skąd do Pietniczan dostała się wraz z innymi przedmiotami należącymi do ks. Marii z Grocholskich Czartoryskiej. Wyposażenie artystyczne uzupełniały wiszące po obu stronach wysokiego, wprawionego w ścianę lustra portrety; po stronie prawej Henryka Grocholskiego (1802- 1866) i jego żony Ksawery z Brzozowskich (1807-1874), po lewej zaś sztych przedstawiający Zofię z Czartoryskich ordynatową Stanisławową Zamoyską (1780 – 1837) z trzema synami wg Francois Gerarda. Na starej sztaludze, okrytej turecką makatą, umieszczono jeszcze portret Stanisława hr. Grocholskiego (1835 – 1907), malowany na drewnie przez Kazimierza Pochwalskiego.

W lewej zryzalitowanej części zamku, oprócz bocznej klatki schodowej, mieściły się jeszcze trzy pokoje o zmiennym przeznaczeniu. Jeden z nich służył ostatnio jako sypialny. Stało więc tam duże hebanowe łoże francuskie. Nad nim wisiała dobra kopia Madonny Sykstyńskiej oraz dwie miniatury, przedstawiające Zdzisława i Józefę z Walickich Zamoyskich.

Drugie piętro miało układ, rozmiary i kształt pokoi oraz sal identyczny jak piętro pierwsze, choć były one niższe. Niemal całkowicie miało też przeznaczenie mieszkalne, zarówno w 1905, jak w 1917 r. W hallu wisiał portret kardynała Richelieu i obraz przedstawiający karzełka w mundurze wojskowym dwory Ludwika XIV (?), a pod sufitem galeria portretów królów i książąt francuskich, złożona z ponad 30 wizerunków.

Nad salonem „żółtym” mieściła się sala biblioteczna. Jej umeblowanie składało się głównie z oszklonych szaf orzechowych dekorowanych brązowymi okuciami, wypełnionych książkami. Cały księgozbiór pietniczański liczył ok. 10 000 vol.

W sali tej przechowywano również zbiry motyli i ciem krajowych wraz z kilkoma barwnymi motylami podzwrotnikowymi, zbiory jaj wielu ptaków krajowych i gniazd ptaków podolskich oraz kolekcję minerałów zebranych z różnych ziem polskich.

W grupie tej znajdował się także umieszczony na podstawie z kruszców syberyjskich kryształowy krzyżyk, dar Sybiraków dla Ksawery Grocholskiej, dowód wdzięczności wygnańców za jej wieloletnią nad nimi opiekę. Owa kolekcja przyrodnicza była pamiątką po Henryku Grocholskim, który prócz niej pozostawił też sporo cennych wydawnictw z tej dziedziny w różnych językach. W bibliotece wisiało jeszcze kilka dalszych starych portretów rodzinnych, mniejszego formatu.

Pokój nad salonem „popielatym” służył jako sypialnia państwa domu. Miała ona urządzenie w stylu Ludwika XV i XVI, na co składały się: dwa łóżka mahoniowe z brązami i takież szafki małe oraz jedna duża, jak też biurko z blatem pokrytym skórą o wytłaczanych i złoconych brzegach. Oprócz tego stała tam jeszcze kanapa, mahoniowe stoliki, fotele, etc. Na jednej ze ścian wisiała turecka makata z pod Wiednia, na innej buczacka, przypominająca lite pasy słuckie. Na tle makaty buczackiej umieszczono zegar z brązu w stylu Ludwika XVI, a po obu jej stronach podobne kinkiety ścienne. Także i inne pokoje II piętra w obu częściach zryzalitowanych i przylegle do hallu miały meble antyczne, niektóre bogato intarsjowane lub inkrustowane. We wszystkich spotykało się wiele brązów, sztychów i obrazów olejnych. Do pokoi pod względem artystycznym najlepiej wyposażonych należały: ubieralnia pani domu, pokój bawialny pana domu i zbrojownia z kolekcją 28 sztuk broni myśliwskiej. W pokoju pana domu, ozdobionym dużym portretem Marii z Sołtanów Zdzisławowej Grocholskiej oraz Henryka i Ksawery z Brzozowskich Grocholskiej, znajdował się zbiór broni starej, wśród której wyróżniały się: szabla turecka Henryka Grocholskiego, przywieziona przez niego z podróży do Ziemi Świętej, pałasz w ciemno oksydowanej pochwie metalowej z okuciami z pozłacanego brązu i takąż ozdobną rzeźbioną rękojeścią, niegdyś własność ks. Witolda Czartoryskiego z czasów jego dyplomatycznej służby, węgierska karabela do kontusza, wschodni rycerski pas srebrny, składający się z rzeźbionych skuwek nawleczonych na rzemień i podobnej klamry oraz czerkieskie kindżały. W tymże pokoju stałą również szafka mahoniowa, zawierająca bardzo cenny zbiór monet polskich, w których nie brakło nawet srebrnych i złotych, łącznie ze złotym dukatem z wizerunkiem Matki Boskiej i małym orłem polskim przy brzegu. Dukat ten wybity został w Belgii w czasie Powstania Listopadowego.

Na szafce stały dobre kopie rzeźb antycznych wykonanych w brązie, a więc Diany, Wenery, umierającego gladiatora, wilczycy z Romulusem i Remusem i innych.

Na ścianach wisiały jeszcze wypchane głowy i rogi różnych zwierząt. Parter lewego skrzydła pawilonu wraz z całą galerią przeznaczony był na cele mieszkalne personelu i gospodarcze, zarówno w 1905 r., jak i później, oczywiście z pewnymi zmianami. Ostatnio znajdowały się tam pokoje panien garderobianych, stołowy służby, pralnie, magiel, kuchnie i mieszkanie kucharza, na sklepionym piętrze pawilonu obszerne spiżarnie, a pod pawilonem lodownia. Sklepiony także w obu kondygnacjach, podobnie jak lewy, pawilon prawy, połączony z głównym korpusem zamku otwartą galerią kolumnową i biegnącym za nią korytarzem, przybranym rogami jeleni i danieli, ponad biurami ulokowanymi na parterze, mieścił na piętrze 5 pokoi gościnnych, urządzonych bądź meblami mahoniowymi, bądź jesionowymi. Przeważająca część galerii prawej miła jednak charakter reprezentacyjny.

Z zamku, z pokoju kredensowego, poprzez mały przedpokój, wyposażony także w drzwi prowadzące bezpośrednio z zewnątrz, wchodziło się do wielkiej wygiętej lekkim łukiem sali, w 1905 r. służący jako jadalnia. Później jednak przeznaczono ją na balową. Miała ona 5 półkoliście zamkniętych porte-fenetrów wychodzących na ogród, posadzkę z tafli dębowych i okrągły piec w jednym z rogów.

Salę tę zdobiły wysokie, wąskie lustra, w złoconych ramach, i zawieszone między nimi konkiety brązowe. Pod ścianami stały długie, wąskie bankietki, podobnie jak liczne krzesła obite materiałem w kolorze „vieux rose”. Sala balowa łączyła się bezpośrednio z salonem owalnym o jednym szerokim porte-fenetrze typu serliany. Znajdował się tu kominek z białego marmuru, na którym stały dwa trójświecowe kandelabry z brązu. Na urządzenie ruchome składały się: fortepian, krzesła kryte czerwonym aksamitne, stół oraz staroświecki kantorek z brązowymi ozdobami i licznymi szufladkami. Po bokach kominka wisiały pastele przedstawiające nimfy, a na innym miejscu portret ks. Marii-Amparo Munoz y Borbon (1834 – 1864) Władysławowej Czartoryskiej, jak też kilka innych portretów i obrazów. Zarówno salon owalny jak niewielki pokój następny, dekorowany malowidłami al fresco o motywach liści winogradowych i amorka trzymającego w rękach pochodnie, wymalowanego pośrodku sufitu, stanowiły apartament zajmowany zwykle przez biskupów, wizytujących Winnicę i okolice. Jeszcze jeden mały pokój czworoboczny dzielił apartament „biskupi” od ostatniego w galerii pokoju usytuowanego tuż przy prawym pawilonie o kształcie owalu zbliżonego do jaja, o przeznaczeniu niewiadomym. Przed zamkiem rozciągał się ogromny, podłużny dziedziniec pokryty dwoma gazonami. Na wprost głównych drzwi wejściowych rosła wielka, samotna lipa, uszkodzona w początkach XX w. przez piorun. Usunięcie jej otworzyło szerszy widok na fasadę zamku i galerię. Naprzeciw głównego korpusu zamku, w odległości ok. 250 m. Od niego, wznosił się budynek stajni koni rasowych. Składała się ona z trójosiowej, dwukondygnacyjnej, środkowej części mieszkalnej, i 2 mocno wydłużonych parterowych skrzydeł bocznych. Niższy od piętra parter mieścił na osi sklepioną bramę przejazdową. Droga przez nią wiodła do najbliższego folwarku i dalej, do czarnego lasu. Obie elewacje dłuższej części dwukondygnacyjnej rozczłonkowane były czterema parami pilastrów, wspartych na wysokich, boniowanych cokołach. Budynek ten nakrywał gładki dach czterospadowy z jednym kominem centralnym, skrzydła zaś dach trójspadowy, z dwiema półkolistymi lukarnami w każdej z połaci dłuższych.

W stajni stało zawsze 36 koni własnego chowu. Pochodziły one z zarodowej stadniny arabskiej emira Stanisława Rzewuskiego, której część w latach 60-tych XIX w. dostała się do Pietniczan. Czystej krwi araby, wypasane na nieoranych stepach klucza obodańskiego, przy odpowiednim karmieniu i selekcji, w chłodniejszym klimacie Podola zyskały większy wzrost i grubszą kość. Przypominały więc dawne konie rycerskie. Tuż przy prawym narożniku parterowego skrzydła stajni wznosiła się dawna, dwukondygnacyjna, cylindryczna baszta, z ujętymi w obramowania kamienne oknami, i elewacjami w całości żłobkowanymi horyzontalnie, nakryta spłaszczoną kopułą. Ostatnio służyła ona jako gołębnik. Niewielki budynek sąsiedni, z neogotycką basztą zwieńczoną krenelażem w narożu, mieścił elektrownię.

Dalej, idąc w stronę zamku wzdłuż dawnej fosy, ciągnęły się zabudowania mieszczące garaże, wozownię, a w pobliżu prawego pawilonu, magazyn. Najciekawiej prezentowała się wozownia o 10 dwuskrzydłowych drzwiach-bramach, nabijanych gwoździami ręcznej roboty. Miała ona charakter muzealny, gdyż mieściła zbiór najrozmaitszym pojazdów, używanych w przeciągu paru ostatnich stuleci. Przechowywano tam między innymi: starą, ciężką czteromiejscową karocę czarną, krytą lakierowaną skórą, o kołach przeszło 1.5 metrowej średnicy, wymagającej przynajmniej 6 koni w zaprzęgu. Karocą tą jeżdżono niegdyś z Pietniczan do Paryża, zmieniając jedynie konie pocztowe. Z tych samych lat pochodził również kocz na 2 osoby, wiszący na rzemiennych pasach, z opuszczanymi stopniami i miejscem z tyłu dla dwóch stojących hajduków, na równie wysokich jak w karecie kołach.

Oba te zabytkowe wehikuły utrzymywano we wzorowym stanie, ale już tylko jako okazy muzealne. Oprócz tej karocy i kocza stało jeszcze w wozowni kilka karet nowocześniejszych, a poza tym najrozmaitszego kształtu i wielkości dalsze kocze i koczyki, bryczki, kariolki, najtyczanki, tarantasy, wozy i wózki myśliwskie, oraz wiele typów sani. W ostatnich czasach doszły do tego samochody. Do najstarszych zabytków Pietniczan należała stojąca na folwarku w dość dużej od wozowni odległości stodoła, wybudowana w 1740 r. Miała ona rzut długiego prostokąta, wysokość około trzech kondygnacji i tynkowane elewacje, ujęte w narożnikach mocno zarysowanymi boniami. Oprócz nielicznych drzwi i okien, jej ściany wyposażono w 8 rzędów małych otworów wentylacyjnych. Ściany dłuższe wzmocniono może nieco późniejszymi, potężnymi przyporami. Budynek ten nakrywał wysoki, gładki dach naczółkowy. Po lewej stronie dziedzińca zabudowań nie było. Nad dawnymi fosami rosły tam drzewa i krzewy. W połowie długości pomiędzy zamkiem a stajnią znajdował się wjazd, ale bez bramy. Do dworu wiodła szeroka lipowa aleja wjazdowa, zasadzona w okresie odwiedzin króla Stanisława Augusta, który dnia 17 listopada, 1781 r., w towarzystwie świetnego orszaku, jadąc z Winnicy odwiedził Grocholskich w ich rezydencji Pietniczańskiej i Hrycowskiej. Tak mu się obie podobały, że później, w liście z 10 I 1782, prosił o „planty i abrysy” obu. Aleja ta, rozrósłszy się wspaniale, przetrwała do lat czterdziestych XX wieku. Park zajmował powierzchnię około 8 hektarów. Założony w połowie XVIII w., zachował częściowo swój dawny, staropolski charakter. Piętno ogrodów angielskich, z szerokimi perspektywami, nadał mu około 1830 r. Dionizy Mikler. Przy samym zamku nadal jednak rosły szpalery lipowe sadzone w prostokąty.

Poza nimi ciągnęły się rozległe trawniki, z klombami krzewów i kwiatów, opadające lekko ku niewielkiemu stawowi. Poza jednym starym jesionem, około metrowej średnicy, jednym bukiem czarnym i jednym zielonym, w ogrodzie Pietniczańskim spotykało się głównie lipy, graby, dęby, młodsze jesiony, brzozy, akacje oraz oddzielne grupy świerków. Z jednej strony znajdowało się tam również parę kwater drzew owocowych, głównie jabłoni i grusz. Istniała też w parku oranżeria.

W odległości 1.5 km. od dworu, w Czarnym Lesie, na przestrzeni 40 morgów, otoczonej 2 – metrowej wysokości parkanem, urządzony był zwierzyniec, założony jeszcze za życia Marcina Grocholskiego, wojewody bracławskiego. Hodowano tam jelenie i daniele, których liczba przekraczała nieraz 150 sztuk. Na stawie gnieździły się dzikie kaczki, dla których, na wbitych w wodę słupach urządzono specjalne gniazda w koszach w postaci uli. W zamkowej psiarni hodowano psy gończe (ogary) w ilości 10 a nawet więcej sfor, oraz harty. Zamek pietniczański był skanalizowany i zelektryfikowany, zaopatrzony w kilka łazienek, w grubości potężnych murów mieściła się winda osobowa. Wody dostarczała studnia artezyjska, głębokości 84 metry, z czego ponad 40 wybitych w granitowej skale. W początkach pierwszej wojny światowej dobra należące do Zdzisława hr. Grocholskiego obejmowały klucz pietniczański z 4 folwarkami, 35 dziesięcin placów i domy w Winnicy, klucz obodniański z 5 folwarkami i lasami, domy w Warszawie, lasy w gub. Jatskiej oraz różne, doskonale prosperujące przedsiębiorstwa,. Ogółem na obszarze dawnej Rzeczpospolitej ziemi było 8834 dziesięciny, na terenie Rosji zaś 54000 dziesięcin. W czasie Rewolucji, dzięki życzliwej i uczynnej pomocy miejscowych robotników rolnych i przemysłowych, jak też winnickich dorożkarzy, wiele obrazów pietniczańskich, przedmiotów pamiątkowych, a nawet mebli udało się ostatniemu właścicielowi przewieźć do Winnicy. Zbiory te władze sowieckie wcieliły następnie do utworzonego świeżo muzeum narodowego. Część ich, po zdobyciu Winnicy przez wojska polskie w 1920 r. Zdzisław Grocholski przewiózł do Warszawy, gdzie pozostały do II Wojny Światowej, bądź też umieścił je w nabytym w tymże roku Poniatowie k. Jabłonny. Zbiory te przetrwały do 1944 r., kiedy to uległy całkowitemu zniszczeniu zarówno w stolicy, jak i w nowej siedzibie wiejskiej.

Większa część zbiorów pozostałą na miejscu i spłonęła wraz z pałacem, podpalona nocą z dnia 17 na 18 stycznia 1918 roku, lub została przedtem rozgrabiona.

W czasie rządów hetmana Iwana Skoropackiego, latem 1918 r., Zdzisław hr. Grocholski wrócił na krótki okres do Pietniczan. Zdołał pokryć mury zamkowe dachem. W ten sposób, choć całkowicie pozbawiony wystroju nawet zewnętrznego, przetrwał on do czasów współczesnych.

Zniknęły natomiast całkowicie z powierzchni ziemi pawilony oraz galerie.

ROMAN AFTANAZY „DZIEJE REZYDENCJI NA DAWNYCH KRESACH RZECZYPOSPOLITEJ” Wydanie drugie przejrzane i uzupełnione
TOM 10 – WOJEWÓDZTWO BRACŁAWSKIE
ZAKŁAD NARODOWY IMIENIA OSSOLIŃSKICH WYDAWNICTWO
WROCŁAW – WARSZAWA – KRAKÓW 1996

Mapa majątków Pietniczańskiego i Strzyżawieckiego

Pietniczany i ich dziedzice

Otrzymano dzieki uprzejmości p Andrzeja Mańkowskiego.