Spotkanie z Adamem Mickiewiczem w Rzymie

Księga pamiątkowa na uczczenie setnej rocznicy urodzin Adam Mickiewicza (1798 – 1898).
Tom I, Warszawa 1898, s. 43 – 44.

Wyjątek z dziennika Julii z Grocholskich Henrykowej Rzewuskiej.
(pisanego w r. 1866 dla wnuków i przechowywanego przez nich w rękopisie).

Opisując pobyt swój z mężem w Rzymie, pisze między innemi pani Henrykowa Rzewuska:

„…Adam Mickiewicz był codziennym naszym gościem, pierwsze moje z nim widzenie było, gdy on wchodzi z swą wrodzoną żywością i pyta: czy tu pan Henryk Rzewuski? Mówię,, że z domu wyszedł mąż mój; pytam, kto on jest? Uradowana byłam tego poznania i odtąd nie było obiadu bez niego; był naszym miłym domownikiem. Mój mąż był pod wpływem jego poetycznego ducha, i za jego wezwaniem, za jego zachętą wziął się do pióra; co do mnie stan mój cierpienia nudzić go mógł, jednak z wielka dobrocią serca znosił schorzałą moją istotę, więcej na łóżku niż na nogach; pamiętam raz, on na drugiej stronie pokoju, na kanapie, na przeciwko mnie wsparł o mur głowę i powiedział: „Wiesz pani, że żebym tworzył sobie kobietę za żonę, tobym taką jak ty stworzył”.

Zdziwił mię ten wystrzał uczuciowy, bo właśnie wtedy, widząc go zamyślonym, podobniej było, że mnie zrobi zwierzenie o swojej miłości dla P. Henryety Ankwicz, bogatej jedynaczki, która nie dość umiałą go ocenić, żeby wyjść za niego. On jednak bardzo ją kochał, zawsze z jego głębokich westchnień śmieliśmy się. Razu jednego byłam brdzo zbudowana jego nabożeństwem. Jedziemy do grobu Św. Piotra, do Sakramentów Św. przystępować, tam Ks. Stanisław (Ks. Chołoniewski, kuzyn Grocholskich), mając mszę świętą, po polsku mówił podając Hostyę Św. i Mickiewicz do onej przystąpił. Śliczny krucyfiks Ks. Stanisław dał Mickiewiczowi tegoż dni; mam przy moim krucyfiksie bronzowy wieniec od niego.

Łatwo ks. Stanisław wywarł na jego duszę wpływ dobroczynny. Jego dusza prosta, szlachetna, bez obłudy poddał się rozumowi, który okazuje całą korzyść naszą w służbie Bożej; on jedynie słabość naszą wzmacnia i przysposabia do przeznaczonego nam żywota w niebie. Widziałam śliczne oświecenie kopuły kościoła Św. Piotra, staliśmy wśród tłumu, dla lepszego widzenia przynieśli mi krzesło, na którem stała, Mickiewicz trzymał je. Admirowałam illuminacyę, najdoskonalszą, n jaką ludzkość zdobyć się może, ale on zwraca moją uwagę na utwór wspanialszy, doskonalszy, mówi do mnie: „Wznieś Pani oczy na to niebo gwiaździste, piękniejszy to widok, niż to n co małość ludzka zdobyć się może”.

Pojechaliśmy raz z Mickiewiczem do willi Panfili, tam, ni piękność sosen baldachimowych, ni muzyka organowa wodą poruszana, nic nie zdołało zmniejszyć jego tęsknoty za krajem..

…Ranku jednego, po Wielkiej Nocy, gdym miała drzwi parapetowe otworzone na moją terasę, wchodzi Mickiewicz miotany smutkiem z powodu konieczności porzucenia Rzymu…