Grocholski Tadeusz Przemysław Michał (1839 – 1913)

Grocholski Tadeusz Przemysław Michał (1839-1913), artysta malarz, ziemianin. Ur. 3 V w Pietniczanach w pow. winnickim jako syn Henryka i Ksawery z Brzozowskich. Ukończywszy szkołę podchorążych gwardii w Petersburgu, został porucznikiem gwardii konnej. Zwolniony w r. 1859, udał się do Paryża na studia malarskie u słynnego portrecisty J. Bonnata, a potem do Madrytu, Monachium, Wiednia i w końcu do Krakowa gdzie zbliżył się do Matejki i J. Kossaka. Po śmierci ojca w r. 1866 gospodarował w odziedziczonych dobrach na Podolu, powiększając je przez nabycie rodowego, a zagrożonego sprzedażą w obce ręce klucza strzyżawieckiego. Był wiceprezesem Podolskiego Towarzystwa Rolniczego w Winnicy, wraz z bratem Stanisławem organizował wystawy rolnicze, bank włościański itp. Jednocześnie dużo malował, zwłaszcza typy miejscowe, obrazy religijne, portrety (m.in. portret Władysława Czartoryskiego), brał udział w l. 1881-1901 w wystawach Tow. Sztuk Pięknych w Krakowie, a na wystawie malarstwa polskiego we Lwowie otrzymał w r. 1894 medal srebrny. Wystawiał także w Paryżu i Warszawskiej Zachęcie. Wspólnie z Izą Działyńską malował freski w Gołuchowie. Grocholski udzielił znacznego poparcia Kazimierzowi Pochwalskiemu w jego początkowych studiach, odbył z nim razem podróż do Paryża. Wysłał także na swój koszt chłopa ze swych posiadłości, Jana Zasiedatela, na studia do Rzymu. Żonaty był z Zofią Zamoyską, córką Stanisława z Podzamcza. Zmarł 16 VII 1913 r. w Strzyżawce.

„Polski słownik biograficzny” tom VIII Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wydawnictwo PAN Wrocław – Kraków – Warszawa, 1959-1960
aut. Karol Rolle, s. 589-590

„Grocholski Tadeusz Przemysław Michał, malarz, ur.3 maja 1839 Pietniczany pow. Winnica, zm.16 lipca 1913 Strzyżawka nad Bohem, syn Henryka i Ksawery z Brzozowskich ; ożeniony w 1886 z Zofią Zamoyską.

W 1859 ukończył szkołę podchorążych gwardii w Petersburgu w stopniu porucznika. W 1860 pojechał do Paryża. Na jesieni tego roku przebywał ze starszą siostrą Maryną Czartoryską w Biarritz, gdzie obydwoje rysowali widoki morza i charakterystyczne studia portretowe. Następnie odbyli podróż po Hiszpanii. W maju 1861 Grocholski powrócił do kraju. W 1864 pojechał do ojca do Odessy, gdzie przebywał z przerwami do ok.1870. W tym czasie odbył z Maryną Czartoryską ( po śmierci jej męża Witolda, zm.1865 ) podróż po Egipcie, Turcji; byli też w Bejrucie. Następnie zamieszkał w swoich dobrach na Podolu. Zajmował się tam prowadzeniem majątków ( Pietniczany, Strzyżawka ), działalnością społeczna ( był wiceprezesem Podolskiego Towarzystwa Rolniczego w Winnicy, organizował razem z bratem Stanisławem wystawy rolnicze, bank włościański ). Udzielił pomocy Kazimierzowi Pochwalskiemu, z którym odbył podróż do Paryża; wysłał na swój koszt na studia malarskie do Rzymu chłopa ze swoich dóbr Jana Zasiedatela.

Według informacji córki artysty Anny Grocholskiej, Grocholski uczył się prywatnie rysunku podczas pobytu w Petersburgu, malarstwo studiował u J.Bonnata w Paryżu oraz u J. Matejki w Krakowie i C.Griepenkerla w Wiedniu. Najwcześniejsze znane prace Grocholskiego pochodzą z 1858 roku. Są to portrety, 5 rysunków ołówkiem i 1 akwarela ( Biblioteka Narodowa w Warszawie ), z których dwa , powstałe w Odessie, przedstawiają tamtejszych nauczycieli rysunków: Kochlera i Fr.Mahlmanna. Malował typy, portrety, np.żony, dzieci, brata Stanisława, siostry Heleny Brzozowskiej, Mikołaja Grocholskiego ( portret był w zakrystii kościoła w Strzyżawce ) Władysława Czartoryskiego, Artura Russanowskiego i autoportret ( dwa ostatnie własność prywatna w Warszawie ).

Szkicownik z Biblioteki Narodowej zawiera szereg portretów ziemian i arystokracji, m.in. Jana Działyńskiego, 1858, i Antoniego Potockiego, 1864, a także typy np. : Warwarka, Paraska, Kateryna Pańka, wszystkie sygnowane, 1871.

Był autorem obrazów religijnych, np. Chrystus dla kościoła w Strzyżawce. Wiele kopiował, m.in Tycjana Matkę Boską Bolesną, Murilla Świętego Jana ( w czasie pobytu w Hiszpanii ), a także Bonnata Chrystusa- cztery malowidła na blasze, które były umieszczone na krzyżach ustawionych w majątkach Grocholskiego na Podolu: w Strzyżawce, Kniaży i Kupinie. Wykonał również malowidła ścienne w pałacu w Pietniczanach w pokoju arabskim i herbowym, ozdobił – wspólnie z Izą Działyńską-napisami arabskimi jedno z pomieszczeń zamku w Gołuchowie. ( Rysunek Grocholskiego przedstawiający widok zamku w Gołuchowie, z postaciami obojga, zachował się w albumie w Bibliotece Narodowej. )

Około 1874 wymalował witraż Matki Boskiej Częstochowskiej w klasztorze Karmelitanek Bosych w Poznaniu. Zrobił to wspólnie z siostrą Maryną, wówczas zakonnicą w tym klasztorze. W albumie z Biblioteki Narodowej znajduje sie humorystyczna opowieść słowno-rysunkowa ( 12 rysunków Grocholskiego piórko tusz, 1874 ), przedstawiająca wyprawę artysty na targ po ryby dla klasztoru.

Grocholski wystawiał w latach 1875-1878 i 1888, w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie ( m.in. Kwiaciarka włoska, Studium Włoszki, Rusinka, Maryjka Harbarówna, Podolanka. Portret margrabiego Wielopolskiego, rysunek kredka ).


Prace:

Muzeum Narodowe w Krakowie – Portret ks. Ogińskiego, ol.1882
Oddział Czartoryskich – album szkiców, rys. ołówkiem, kredką i tusze;
Muzeum Romantyzmu w Opinogórze, w albumie zawierającym prace różnych artystów – Dziewczynka w stroju ludowym, akwarela, Dziewczynka, ołówek, oba sygnowane TG ( monogram wiązany ), 1871, Popiersie dziewczyny w stroju ludowym ( cyganka? ), akwarela. Muzeum Narodowe w Poznaniu – Portret Zofii z Grocholskich Krasickiej, olej drewno, sygnowany, 1911
Muzeum w Tarnowie – Portret Romana Adama Sanguszki, olej , sygnowany: ” T.Grocholski (1875) Sławuta”
Biblioteka Narodowa w Warszawie – szkicownik z 34 rysunkami ołówkiem z lat ok 1858-1971 oraz album, w którym znajduje się jego 18 rysunków tuszem, ołówkiem i kredką, z lat 1874-1875 ( tamże 14 rysunków Maryny Czartoryskiej), w obu niektóre sygnowane TG ( monogram wiązany); u Anny Grocholskiej w Warszawie-jej portret jako dziecko, olej 1912. W zbiorach T.Litawińskiego w Zakopanem – Główka, olej, Pustelnik w grocie, olej.

Bibliografia:
Pamiętnik Xawey z Brzozowskich Grocholskiej, oprac.Feliński Z.S., Kraków 1895, s.280, 393, 486, 512, 577, 582, 586, 597, 598, 602, 614, 633, 645, 656, 718, 725, 732, 741, 746, 751, 778, 824, 826, 827, 828, 829, 861, 868, 875, 903.
Boniecki A. Herbarz Polski, t.VII, 1904, s.67-68.
Swieykowski E., Pamiętnik Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, Kraków 1905, s.87-88 ( pomieszane wiadomości dotyczące Tadeusza i Stanisława Grocholskiego )
Uruski S. Rodzina. Herbarz Szlachty Polskiej, t.IV, 1907, s.380.
„Tygodnik Ilustrowany”, 1927, pólr.II, s.737
Urbański A., Z czarnego szlaku…, wyd 2, warszawa 1928, s.66, 70
Wystwawa malarstwa polskiego XIX wieku ze zbiorów Tadeusza Litawińskiego, Zakopane 1957 ( z datami życia Stanisława Grocholskiego )
Polski Słownik Biograficzny, t VIII, 1959-1960 ( nota K. Rolle )”

Nota biograficzna Tadeusza Grocholskiego „Słownik Artystów Polskich” tom IV rok 1975, autorstwa J.Białynickiej-Birula

Wspomnienie pośmiertne Ś.p. Hrabiego Tadeusza Grocholskiego syna Hr. Henryka i Xawery Brzozowskiej
Dziennik Kijowski z dnia 14 sierpnia 1913 r.

Uznanie ogólne, mir w szerokich kołach współobywateli zyskuje się przedewszystkiem treścią własnego życia; pracą dobro społeczne mające na celu, charakterem, nie pozostają jednak bez znaczenia pewne zewnętrzne formy charakteru i usposobienia, które nieraz skłaniają szerszy ogół do nie całkiem słusznej oceny człowieka, częstokroć tylko zupełnie bliska znajomość, jaką dać może jedynie albo ciągły stosunek w życiu codziennym, albo koleżeństwo dłuższe w jakiejś wspólnej pracy pozwala ocenić w całej pełni prawdziwe zalety umysłu i serca, prawdziwą wartość i zasługi tego, z kim się żyje lub pracuje.

Słowa te kreślę z myślą o ś.p. Tadeuszu hr. Grocholskim. Zgon jego nie tylko osierocił rodzinę zmarłego; dotkliwą przyczynił on stratę i całemu społeczeństwu naszemu, traci ono w ś.p. Tadeuszu hr. Grocholskim obywatela zasłużonego, pracownika takiej miary, jakiej dorównać niełatwo. A im większa trudność w zastąpieniu tego co się traci, tem boleśniejsza strata, tem dotkliwsza żałoba.

Siłę moralną, zasady dające kierunek w życiu i chroniące od zejścia z drogi cnoty i obowiązku, daje przedewszystkiem wychowanie, wpływ Rodziny, tak w najpierwszych latach życia, w latach dzieciństwa, jak i wieku szkolnym, młodzieńczym.

Tadeusz Grocholski tej drugiej części wpływu, tego był pozbawionym; w 15tym roku życia, więc dzieckiem jeszcze wywieziony do Petersburga i w szkole Podchorążych umieszczony, znalazł się w otoczeniu mogącym oddziałać nań zgoła inaczej.

Później służba wojskowa, po niej długie lata za granicą spędzone. Wielki talent do rysunku i malarstwa mając pracował w tym kierunku, więc życie artystyczne, podróże. W kraju gościem był tylko. Brat starszy majątkiem zarządzał, więc i sprawy gospodarstwa na własnej ziemi częstszej obecności w kraju nie wymagały. A jednak i taką próbę wytrzymało poczucie obowiązku, przywiązanie do ziemi naszej.

Poślubiwszy Hrabiankę Zofię Zamoyską w 1886 roku na tej ziemi osiada i od tej pory wszystkie swe zdolności, swój czas i energię w kraju i dla kraju oddaje.

A energię miał rzadką: nie zdołały jej przełamać długoletnie wysiłki o utrzymanie znacznej części majątku, zakwestyowanego przez ludzi złej woli, i te smutne okoliczności które kraj nasz przezywał i przeżywa. Troskę wewnętrzną pokrywała zawsze nieustająca nigdy wesołość i humor i ta przyrodzona swoboda i jasność myśli, jaką tylko mieć może ten, kto postępuje według zasady we francuskim przysłowiu wyrażonej najlepiej „Fais ce que doit, a dvienne que pourra”.

Stosunki i znajomości w młodości nabyte Tadeusz Grocholski umiejętnie użytkował dla czynienia dobrze wszędzie gdzie się dało. Wierny syn Kościoła, nie szczędził zabiegów przedewszystkiem w obronie uciskanych praw Jego i kilka świątyń naszych istnienie swe dzisiejsze Jemu zawdzięcza.

Gdy Towarzystwo Rolnicze Podolskie zapoczątkowane zostało i chodziło o podjęcie w niem obowiązków wice-prezesa, Tadeusz Grocholski, starszy wiekiem od tego, który Towarzystwu miał przewodniczyć („bo prezesem mógł być tylko Rosjanin. Wyznaczyli Hr. Heydena, byłego pułkownika” – przyp. Zofia hr. Grocholska), zgodził się i na tem stanowisku pracować, chociaż niejeden na Jego miejscu mógł nie bez racyi znaleźć niestosowne bycie dla siebie drugim tam, gdzie zasługa, wiek i powaga do pierwszeństwa wszelkie dawały prawo. Lecz jak zawsze i tu myślą przewodnią była nie miłość własna, lecz chęć przyniesienia korzyści sprawie ogólnej, bez względów na własną swą osobę. Miłości własnej, ambicyi i zabiegania o zaszczyty i tytuły oficyalne doszukiwać się chciał nie jeden w postępowaniu i działalności Tadeusza Grocholskiego. Ranga Koniuszego Dworu Jego Cesarskiej Mości przezeń otrzymana, wodą na młyn tych, którzy tak sądzili być się zdawało. Mylne, zupełnie mylne były sądy takie; kamieniami w społeczeństwie naszem rzucają łatwo, lecz równie łatwo udają się do kamieniowanjach, gdy tylko wpływ ich i znaczenie coś dla społeczeństwa tego uzyskać może. Pozory mylą, a pozorów takich dostarczało przedewszystkiem usposobienie, sposób zachowania się Zmarłego. Wesołość w najprzykrzejszych chwilach życia nigdy Go nie opuszczająca zaprawiona była sporą dozą ironii, którą niewszyscy rozpoznać umieli. Kategoryczne, bez ogródek wypowiadanie swego zdania, w sposób może nazbyt ostry i z zdaniem ogólnem się nie liczący zrażać mogły niejednego. Popularność chwilowa tracić na tem może, lecz wewnętrznej wartości człowieka ujmy to żadnej nie przynosi.

Popularności Tadeusz Grocholski żadnej nie szukał; to co za swój obowiązek uważał czynił możliwie najdoskonalej, najgruntowniej, a z wytrwałością i systematycznością podziwu i naśladowania godną.

Gdybyśmy mieli w kraju więcej takich ludzi z taką ścisłością rachunki swe prowadzących, tak wiele świadczących innym, tak mało potrzebujących dla siebie i tak skromnie mimo znacznej fortuny żyjących, lepiejby działo się u nas i stan nasz posiadania, owa główna naszego tutaj bytu podstawa, nie była by tak narażona jak jest obecnie z własnej winy naszej.

Tadeusz Grocholski zapobiegliwością i umiejętnem administrowaniem odziedziczonych włości nie tylko ziemi przysporzył, lecz nadto wiele poświęcił trudów dla kwestyi ogólnej posiadania naszego i rolnictwa dotyczącej, opracowania sprawiedliwych podstaw dla skasowania szachownicy gruntów obywatelskich z włościańskimi, do przeprowadzenia separatu. Brak separatu to jedna z głównych przyczyn ciągłego tamowania normalnego rozwoju rolnictwa podolskiej ziemi.

W tem przeświadczeniu sprawy te badał. Zmarły gruntownie, z właściwą sobie ścisłością, uchodził też słusznie za najlepszego w kraju rzeczoznawcę w tym kierunku. Jako taki wzywany do Petersburga, miesiącami tam przebywał, biorąc żywy i czynny udział w pracach specyalnych w tym celu przez Rząd ustanawianych komisyi, a jeżeli doczekamy wreszcie uporządkowania tej tak dla nas ważnej „Agrarnej Kwestyi” w znacznej mierze Tadeuszowi Grocholskiemu to zawdzięczać będziemy.

Pisać o Nim możnaby jeszcze wiele, lecz o niejednem zamilczeć prosta nakazuje roztropność. W smutnych warunkach naszego życia na Kresach milczenie nieraz od słów wymowniejszem być musi.

Skromność, unikanie rozgłosu i w ostatniej woli się wykazały Zmarłego: życzył sobie pogrzebu najskromniejszego, nie chciał by o Jego śmierci zawiadamiania rozsyłano, nie pragnął, by o nim pisano. Wola zmarłych dla żyjących winna być prawem; lecz z drugiej strony słuszna ocena zasłużonych ludzi, wdzięczność dla nich, oraz oddanie im należnego hołdu za to wszystko, co dla społeczeństwa zdziałali, obowiązkiem jest świętym i prawem dla społeczeństwa, uczucie wdzięczności uszlachetnia, wzmacnia, podkreślenie dobrego przykładu daje… wielu do jego naśladowania.

Sądzimy więc i mamy nadzieję, że tych kilka słów wspomnienia zasłużonemu współobywatelowi poświęconych, Rodzina Zmarłego nie poczyta za naruszenie Jego woli, lecz uważać zechce za dowód prawdziwego uznania i wdzięczność, za wyraz nadziei, że Synowie takiego Ojca, starając się Mu dorównać i Jego śladem idąc, dla Kraju jak On pożytecznie i owocnie będą pracować i wreszcie, za wyraz najszczerszego żalu, śp. Zmarłemu poświęcony jaki społeczeństwo nasze za pośrednictwem piszącego składa na grobie nieodżałowanego i jednego z najwierniejszych Synów naszej Ojczyzny,

Współobywatel.

Jan Narkiewicz Jodko

Grocholski Tadeusz (1887 – 1920)


Karta służbowa
wydana przez hr. Tadeusza
bratu Henrykowi Grocholskiemu

Pełnomocnik
Czerwonego Krzyża
Przy Armii VI
Dnia 23. Czerwca 1920 r.
…………. 98

Okaziciel niniejszego Henryk Grocholski urzędnik przy Pełnomocniku P.T. Czerwonego Krzyża przy 6tej Armii delegowany jest z Płoskirowa do Warszawy, dla przewiezienia w ośmiu wagonach uchodźców z Podola w liczbie 90 – ich rzeczy i rzeczy należących do Czerwonego Krzyża.

Władze cywilne i wojskowe mają okazywać Mu pomoc i opiekę w podróży – jak również osobom mu powierzonym.

Pełnomocnik P. Czerwonego Krzyża
Przy VI Armii
Grocholski


Katastrofa uchodźców na Wołyniu 5-6 lipca 1920 r.
Śmierć pełnomocnika Polskiego Towarzystwa czerwonego Krzyża VI Armii Hrabiego Tadeusza (junior) Grocholskiego syna hr. Tadeusza i Zofii z hr. Zamoyskich

(WP.) Linia kolejowa Płoskirów – Wołoczyska została zaatakowana przez Kawaleryę Budiennego w nocy z 5 na 6 lipca. Prawie jednocześnie pułk bolszewicki, podzielony na trzy oddziały zaatakował Czarny Ostrów, Płoskirów i oddział uchodzący z wykolejonego pociągu.

Naczelny Komisarz Mińkiewicz wyjechał z Płoskirowa o godz. 12 minut 40. W tym samym pociągu znajdowała się Kasa Sztabowa polska broniona przez nieliczną straż. Jechał również sztab jeneralny Ukraiński z Konwojem 30 Kozaków, wywożąc również swoją kasę.

Wykolejenie pociągu nastąpiło pomiędzy godz. 2-3 w nocy na 3-4 kilometrów przed Czarnym Ostrowem. Na razie pociągu nie ostrzeliwano, co dało możność Ukraińskiemu pułkownikowi Myszkowskiemu zorganizować patrole i rozsypać oddział w tyraljerkę. Ukraińcy mając aparat telefoniczny komunikowali się ze sztabem 6-tej armii w Płoskirowie prosząc o pomoc. Istotnie przysłano parowóz, który jednak mógł zabrać tylko kilka wagonów, wobec strzałów armatnich w pobliżu.

Ponieważ przypuszczano, że w okolicy znajdują się większe siły bolszewickie, część osób została w pociągu, a tylko szczupła gromada zdecydowała się iść do Czarnego Ostrowia pod komendą pułkownika Myszkowskiego. Pan Mińkiewicz szedł razem z tą grupą, wszyscy w oddziale odchodzącym otrzymali broń. Jednym z pierwszych był raniony oficer łącznikowy przy naczelnym komisarzu Świrski. W Czarnym Ostrowiu, uchodźcy połączyli się z ułanami, którzy dotychczas odbijali się od oddziałów Budiennego a teraz wspólnie już ustępowali polem i torem, w tyralierce prowadząc w środku ludność cywilną.

Odwrót był bardzo ciężki, najwięcej rannych znaleziono pomiędzy Czarnym Ostrowiem a Narkiewiczami. Liczba zabitych znalezionych wynosi 46, prawie wszyscy byli porąbani szablami i widocznie podobijani, większość zmasakrowanych. Między innemi znaleziono trup w ohydny sposób zmasakrowany p. Tadeusza Grocholskiego ze Strzyżawki. Widocznie męczono i podpalono za życia, trup był obdarty, skrwawiony mundur leżał obok. Wiele trupów nie rozpoznano wskutek strasznego zmasakrowania twarzy. Wielu miało odcięte uszy i nosy. Znaleziono również trzy Siostry Miłosierdzia obdarte z bielizny, z odciętemi piersiami i wielką liczbą ran ciętych i z raną postrzału, najwidoczniej były dobite. Trup jej jak również inne trupy były częściowo przysypane ziemią przez okolicznych chłopów, którzy obrabowali zabitych. Pułkownik Myszkowski został ciężko ranny i wyniesiony przez swoich Kozaków, umarł jednak na drugi dzień.

Jeden z trupów o twarzy strasznie pobitej uderzeniami kolbą i cięciem szablą mógł być trupem sekretarza p. Minkiewicza – p. Bolesławskiego, o czem świadczył jasny kolor włosów i kamizelka szarego koloru „haki” bo więcej nic na sobie nie miał.

Wielką przytomność ducha okazała Siostra Miłosierdzia imieniem „Hala”, walcząc z karabinem i dodając otuchy. Na razie nie wiadomo czy ocalała, bo dotychczas znaleziono tylko 6 trupów kobiecych.

W dalszej srodze oddział spotkał idącą z Wołoczysk odsiecz z pułkownikiem „Jaroszem” na czele. Po powrocie na miejsce katastrofy skonstatowano, iż pociąg był ograbiony przez ludność miejscową zwołaną przez bolszewików do grabieży. Trupów w pociągu nie znaleziono gdyż ci co pozostali, częściowo pochowali się u chłopów okolicznych w częściowo wrócili do Płoskirowa, przez nikogo nie napastowani. Kassa sztabowa polska, znajdująca się w jednej ze skrzynek została rozbita, a drobne pieniądze porwano i porozrzucano po polu. Oddział bolszewicki był ostro trzymany: oficer kazał marki porwać i nikt na protest się nie odważył. Drugą skrzynkę znaleziono we wsi u chłopa. Żołnierze bolszewiccy rzucili się początkowo do znajdującej się w pociągu wódki, gdy spostrzegł to oficer złajał ich, wszystkie butelki potłukł, krzycząc: „Czto wy pijetie, wojna zdzieś”. Posłuszni Kozacy siedli na koń i odjechali.

Oddział bolszewicki miał sztandar pułkowy, dwie lekkie armaty i jedną „haubicę”. Przy oddziale były kobiety na koniach ubrane po męsku, w czerwonych frygijskich czapkach Żydówki. Według opowiadania oficera ułanów, stały one podczas ataku na Czarny Ostrów w grupie sztabu.

Udało się ustalić nazwiska trupów następujących osób: Tadeusza Grocholskiego, kap. artyleryi Bema, szeregowca Kazimierza Sojeckiego i oficera łącznikowego Swinskiego. Według świadectwa naocznych świadków zgiął i pan Józef Starorypiński. Komisarz naczelny Antoni Minkiewicz, wraz z kilkunastu innemi został uprowadzony do niewoli. Oddział bolszewicki chwalił się po drodze, że ma wśród jeńców i ministra polskiego. Bardziej ścisłych danych o Komisarzu nie udało się uzyskać.

 


Poległym cześć
Kurier Warszawski z dnia 30 lipca 1920

Ginie za kraj na polu chwały w krwawych bitwach kwiat najpiękniejszej młodzieży, ginie ofiarnie z całą świadomością, poświęcając życie za lepszą naszą przyszłość. Ręka Opatrzności wyróżnia i wybiera wśród milionów Polaków tych, którzy chwałą rycerską hojnie płacą święty dług Oyczyznie.

Nie ten tylko ginie, który na niebezpiecznym stał posterunku. Częstokroć pada od kuli nieprzyjaciela najmniej na to narażony ale z pewnością – najlepszy…

Kirem okryte imiona tych najlepszych synów Oyczyzny w pamięci społeczeństwa na wieki zostaną wyryte. Dla zbolałego serca najbliższych rodziny świadomość poniesionej ofiary tamuje niewątpliwie bunt wewnętrznej rozpaczy. Ale nie sposób ukoić ból serca, kiedy ten syn najlepszy, ten mąż najserdeczniejszy, ten Ojciec najczulszy, ten brat najukochańszy zginął śmiercią męczeńską, ohydnie katowany przez rozbestwioną hordę bandytów.

Dnia 5 lipca, w okolicy Płoskirowa w straszliwy sposób zamordowany został przez oddział Kawaleryi Budiennego, pełnomocnik Czerwonego Krzyża, Tadeusz hr. Grocholski, wraz z trzema Siostrami Miłosierdzia ze szpitala Czerwonego Krzyża. Obecnie doszła nas druga smutna wiadomość: o zbrodni dokonanej 18 lipca nad Szpitalnym personelem Szpitala w Radziwiłłowie.

Krzyk buntu wewnętrznego słusznie powinien ogarnąć całe społeczeństwo, za mało mówię, całą ludność w której jeszcze na zamarły elementarne uczucia sprawiedliwości. W poniedziałek 2 sierpnia o godz. 11 rano, odbędzie się w Garnizonowym Kościele przy ulicy Długiej, nabożeństwo żałobne za spokój duszy tych ofiar niesłychanej zbrodni.

Niech cały świat cywilizowany dowie się o niebywałem potwornem pogwałceniu najelementarniejszych praw ludzkości, nie mówiąc już o międzynarodowych, które specyalną opieką otaczają Czerwony Krzyż i szpitale.

Niech się zapełni po brzegi świątynia tłumem odczuwającym całą ohydę i zgrozę tych zbrodni i niech będzie bolesnym jękiem do Boga i donośnym protestem wobec całego zachodu Europejskiego.

Władysław Tyszkiewicz
(z Laudwarowa)